|
Powroty… Pamiętam dzień, w którym go poznałam Leżał na fotelu kociarni, wygrzewając brzuszek w zimowym słoneczku Kochał się głaskać, przytulać, czasem zaczepnie złapał rękę pazurkiem i przytrzymał Tak dobrze czuł się z ludźmi, psami, kotami Tak bardzo pragnęliśmy dla niego Domu I zjawił się kiedyś ten Dom oczekiwany pojechał Pascal ciesząc się jak kociak i my, jak dzieci przy siatce, z radością dwa dni trwała ta radość powrót – alergia, słowo, które odebrało mu wszystko Pascal posmutniał, nigdzie nie widać było tego wyluzowanego Kocurka, zniknął filuterny uśmieszek, zniknęły iskierki oczach poddawał się przestał wierzyć brak wiary zabija powoli nadziei nie ma w zastrzykach Koniec marca 2010 r. Pascal odchodzi, niczyj, nasz tylko, jeden z wielu pensjonariuszy kociarni, którzy odeszli przez zawiedzioną nadzieję przepraszam Cię Pascal za ludzi
 tekst: Magija zdjęcie: Sistermoon |
|
Czytaj całość
|
|
|
Pewna PW (Pani Właścicielka) miała kota, 10-letniego. Kot miał jakieś skórne problemy, z którymi wet nie mógł sobie dać rady, więc zasugerował konsultację u dermatologa. PW skrzętnie z rady skorzystała, zabrała futrzaka i poszła do PWD (Pani Wet Dermatolog). W gabinecie odbył się wywiad, bo PWD chciała jak najwięcej o kocie się dowiedzieć. No więc PW opowiada, co kot je, ile razy, co lubi, czego nie lubi, odpchlanie, odrobaczanie, przyjmowane leki, itd, itp. Kończąc opowieść PW dodaje: "no i codziennie przez godzinę siedzi w lodówce"... PWD: jak to w lodówce? PW: No normalnie, godzinę dziennie. Ma tam swoją półeczkę, kładę mu kocyk... PWD: rozumiem, ale po co on w tej lodówce?...? PW: no jak to? przecież to jest kot syberyjski... zasłyszała i opowiedziała: Inga :) |
| |
|
|
31.10.2007 Znam Cię od niedawna. Dwa i pół tygodnia. Tak naprawdę zobaczyłam Cię dopiero tydzień temu. Przeglądałam zdjęcia ze schroniska. Zatrzymało mnie Twoje spojrzenie. Widziałam wiele pięknych kocich oczu. Twoje są jedyne na świecie. Mądre oczy, myślące, oczy kota, który wiele widział, wiele wie i rozumie. Koty w boksie mają swoje ulubione miejsca, półki, koszyki. Ty siedzisz zawsze tam, w rogu boksu numer 2, na zimnej podmurówce, koło siatki. Stąd widać drzwi na świat poza kociarnią. Drzwi do domu. Widziałeś wiele powitań i pożegnań. Kiedyś Ty sam przyszedłeś tymi drzwiami. Nie byłeś wtedy Rastamanem. Miałeś gładką sierść tygrysa. Nie chciałeś jeść. Twoje futro porosło dredami. Smutny bunt kota. Bo jak inaczej może się kot buntować przeciw losowi? Ty nie krzyczysz. Milczysz. Patrzysz. Krzyczą Twoje oczy. 
zdj.(c) Sistermoon |
|
Czytaj całość
|
|
|
Prawdziwy Wojownik o sercu wielkim jak szafa |
|
Jeśli spotka Cię przedwczesna starość, mam nadzieję, że nie trafisz jak ja. Uszargany, poraniony, po wielu wielu kocich (a może nie tylko kocich) bitwach. Jednym okiem patrzę na świat. Jednym zielonym okiem. Drugie straciłem, sam już nie pamiętam jak i gdzie. Zęby mam połamane, ale moje futro zachowało dawną miękkość. To miejsce nie jest złe. Trochę tu dziwnie, tyle kotów, tylu ludzi, tyle zapachów. I miski z jedzeniem - nie trzeba biegać po śmietnikach. Nie trzeba walczyć. Ale podłoga znajoma - zimny szary beton. To miejsce to Dom Mojej Starości. Dotarło to do mnie dziś - był dzień odwiedzin. Wielu ludzi przyszło, wychodzili z kotami na rękach. Młodymi i pięknymi kotami. Na mnie nie spojrzał nikt. Staję się niewidzialnym.
Na imię mam Wojownik. Ty mnie tak nazwałaś. Nie obiecujesz mi niczego. Nawet mnie nie znasz. Tyle co ze zdjęć i słów jednej takiej Dużej. Czemu patrzysz na mnie tak, no tak, jakos tak że ściska mnie w środku. Nie Ciebie - mnie ściska serce. Nie płacz. Przecież - zobacz - jestem już od dawna Duży Kot, naprawdę duży kot. I znam życie.  |
|
Czytaj całość
|
|
|
Dorotka - Obiecałam, że pokażę ją w miejscu gdzie ludzie patrzą sercem |
|
Drzwi do szpitala, szpital, kocie miejsce w schronisku, gdzie przynoszą tych wszystkich, którzy słabną w czekaniu Bo czekanie osłabia, pozbawia życia i wtedy, czy chcesz czy nie zaczynasz powoli chorować, na samotność W szpitalu jest zakaz odwiedzin, więc mimo, że czekasz, nikt nie przychodzi Słychać tylko przez drzwi jak przychodzą ci, co chcą zabrać kota do domu jedni na zawsze, inni na chwilę, bo są i tacy W szpitalu też się czeka, jedni czekają by wyjść przez te drzwi i znów znaleźć się miejscu, gdzie ludzie przychodzą, patrzą, przebierają, bo może akurat na mnie dziś padnie czyjś wzrok, może akurat mnie się uda i ktoś pokocha W szpitalu też są tacy co czekają już na co innego, byle już stało się, szybciej, bo czekanie tak bardzo boli… Czekam, choć nie wiem ile czasu by doczekać zostało czekam, bo nic innego nie pozostało, by robić czekam, choć wiem, że cudy zdarzają się niezwykle rzadko i choć jestem starą kotką, to jeszcze chwilę poczekam.
 zdj.(c) Sistermoon |
|
Czytaj całość
|
|
|
Memento 14 października 2007 – niedziela, popołudnie, schronisko dla bezdomnych zwierząt w Łodzi. Pod furtką stoi tekturowe pudło a w środku przerażony kot na smyczce. Jeszcze przed chwila miał dom. Teraz jego dom to kawałek tekturowego opakowania. Tak zadecydował człowiek. Jego człowiek. Wolontariusze zabierają kota do gabinetu weterynaryjnego i nadają mu imię Karol, żeby oprócz kawałka kartonu miał też coś więcej – jakieś imię. Karol jest zdrowy, trafia do boksu z innymi kotami. Zaczyna się proza życia Karola, a raczej początek końca jego historii. Mija kilka dni, Karol wciąż czeka na swojego człowieka. Nie może uwierzyć, ze ten, który kochał go zostawił. Czemu go zostawił nie wiemy, Karol też nie wie, nie rozumie, nie potrafi odnaleźć się w schroniskowej rzeczywistości. Do czasu tej pamiętnej niedzieli był kochany. Nagle stało się coś, co nie pozwoliło kochać go dalej. Alergia dziecka? Wyjazd za granicę? Nie wiemy… Cokolwiek się stało nie ma to już znaczenia… Mija tydzień, jest niedziela 21 października. Karol nie je, wymiotuje, ginie w oczach. Trafia do przyschroniskowego szpitala. Weterynarze robią wszystko by przeżył. Karol nie widzi sensu. Dla niego świat skończył się wraz z porzuceniem. „Kochałem Cię a Ty mnie porzuciłeś. Twoje życie toczy się nadal, moje straciło sens…” Poniedziałek 22 października. Dzięki apelowi na forum internetowym znajduje się dom dla Karola. W Warszawie. Internetowa społeczność robi wszystko by jak najszybciej zabrać Karola ze schroniska. Wszystko jest już ustalone. Karol ma zostać odebrany o godzinie 17 i zawieziony do nowego domu. Jest godzina 11. Jedna z wolontariuszek dzwoni do schroniskowego weterynarza z tą wspaniałą wiadomością. Chwila ciszy i wszystkim wyświetla się ta wiadomość: „Nie wiem jak Wam to napisać. Rozmawiałam przed chwilą z Jolą. Karol umarł dziś rano...” … Karol odszedł, z rozpaczy, została po nim tylko obróżka i smycz. Pamiątka po szczęśliwej przeszłości. „Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś”…
tekst: Magija |
|
|