| O nas |
|
Od kilku lat staramy się upiększyć koci świat. Wszyscy kochamy koty i z tej miłości chcemy, by nie tylko nasi domowi pupile mieli w życiu lepiej.
Magdalena i Maciej Od kilku lat pomagamy bezdomnym psom i kotom. Jesteśmy głównie domem tymczasowym i "łapaczami sterylkowymi", pasjonują nas również psie sporty, szczególnie obronne w wykonaniu naszego ukochanego Gizmo. Główny dostarczycel kociej i psiej biedy do domu. Mama 5 kotów i 2 buldożków francuskich.Nieuleczalnie zarażona psimi sportami i miłością do płaskopyskich. Maciej Pan pielegniarka, od podawania leków, kłucia kocich i psich zadków, wciskania tabletek do gardeł i zakraplania oczu.Zakochany w psich sportach obrończych, uczy się na pozoranta. Inga i Wiesiek Kochamy las i małe, nikomu nieznane miasteczka. Mimo początkowego niewielkiego doświadczenia z kocią „nacją”, jesteśmy w Kotylionie od początku jego istnienia i udało nam się uratować już kilkadziesiąt kocich bied. Nigdy nie myśleliśmy, że to aż taka satysfakcja i szczęście, kiedy widzi się, jak kawałek wymiętoszonego futerka bez nadziei zmienia się w piękne, pewne siebie zwierzę. Pracuję, prowadzę dom - chociaż nie gotuję ;) czytam, łowię ryby i nie cierpię polityki. Praca w Kotylionie zaskutkowała dużą zmianą w moim życiu – poszłam do technikum weterynaryjnego. Tak, wiem, że to już może nie te lata , ale w końcu uczę się tego, co mnie naprawdę interesuje. A na co dzień przynoszę do domu te kocie – a czasem i psie - nieszczęścia i patrząc niewinnie w oczy mojego męża, macham rzęsami i mówię: „no zobacz, jaki on biedny, przecież nie mogłam go zostawić na ulicy” ... Póki co, udaje się, a i mój Miś też przychylniej już patrzy na kolejnego tymczasowego mieszkańca naszego M. Taaaak, ten „Miś” to ja – Wiesiek. Fakt, kiedyś nie przepadałem za kotami, wydawało mi się, że to zwierzęta prawie gospodarskie - powinny pić mleko i łapać myszy. No cóż. Ludzie się zmieniają, ja też. I nie żałuję. Wożę te wszystkie, przewijające się przez nasz dom, futrzaki do weterynarza, podaję lekarstwa i sprzątam kuwety, i choć czasem spotykam się z opinią, że „to takie niemęskie” - nie oddałbym tego pełnego wdzięczności mruczenia prosto w ucho, za skarby świata :) Podobnie jak pozostałe dziewczyny pracuje i prowadzę dom, chociaż w przeciwieństwie do nich nie posiadam "garba" w postaci męża ;). Jednak do kocich nieszczęść pojawiających się w moim M muszę przekonywać moich "Panów i Władców" ;) w postaci osobistych kotów co niejednokrotnie bywa trudniejsze niż przekonanie "ludzkich facetów" ;) Mam na imię Magda i mam trzy koty, Kubę, Maszę i Ofelię. Lubię obserwować jak z biednych kotów, którym nikt nie daje szansy, wyrastają leniwe, puszyste, szczęśliwe kociska. Zgierzo-Łodzianka. Dla znajomych - Sis. Koty towarzyszyły mi od zawsze. Koty na wsi u mojej babci, moje koty u rodziców i moje koty w łódzkim domu. Na kotyliona trafiłam, szukając kota dla mojej babci. Ostatecznie Minnie zaadoptowałam z łódzkiego schroniska dla siebie, a przy okazji poznałam fajnych ludzi, osoby z kręgu "kotyliona". Bo koty to magiczne stworzenia, potrafią łączyć ludzi. Koty i fotografia to moje główne pasje. Nie wiem już, która większa... Sis jest autorką wielu banerów oraz zdjęć zamieszczonych na stronie. mam na imię Krzysiek i jestem nowym nabytkiem kociej rodzinki :) Ja? Kociara??? Przecież ja zdeklarowana psiara !!! :) Do czasu gdy mój pies na spacerze znalazł maleńkie kocię. Jako że serce nie pozwoliło kocięcia zostawić na ulicy, zostało u mnie, terroryzując psa pacyfistę. Długo uczyłam się kociej psychiki i psio-kocich różnic, ale chociaż częściowo się udało. Potem przygarnęłam drugiego kota i tak jakoś poszło to kocie uzależnienie... Nie tymczasuję kotów, rzadko bywam w schronisku, raczej jestem ta techniczna - głównie jako kierowca, ogłaszacz, lichy fotograf. I zapomiałabym - Anka mam na imię :) Na imię mam Ewa , nie jestem zdeklarowaną kociarą :) kocham wszystkie zwierzaki –małe i duże. Moja przygoda z kotami zaczęła się od spadku, który dostałam w postaci dorosłego czarnego kota, totalnej jedynaczki, która zrobi wszystko byle nie wpuścić intruza na swoje terytorium. Z Kotylionem związana od grudnia 2008r. A wszystko zaczęło się od adopcji pierwszego kota – Cypiska. Po miesiącu dołączył do niego drugi kotek z adopcji – Rysio i połknęłam bakcyla. Dotąd miałam doświadczenie tylko z psami, a koty? Tak inne, tak tajemnicze. Wspaniałe :) Najpierw cichy obserwator poczynań mojej żony. Teraz przede wszystkim szofer wszystkich kotów, które pojawiają się w naszym domu :) do lecznicy, ze schroniska itd. Staram się wspierać Magdę w jej działaniach, a przede wszystkim nie przeszkadzać jej w tym. Bardzo przeżywam choroby kotów u nas przebywających i niezwykle cieszą mnie powroty do zdrowia, a także fakt znalezienia fantastycznego domu stałego dla naszych podopiecznych. Każdego dnia przekonuję się, że naprawdę warto pomagać. |
O nas 



