Bezdomne koty Joli Dworcowej – pomoc wciąż potrzebna

Aktualizacja: 30.06.2015

Byliśmy z krótkimi odwiedzinami u Joli zwanej Dworcową, bo w okolicach dworca Łódź Kaliska, gdzie w mało dostępnych zakamarkach zamieszkują koty wolno żyjące, Jola od lat je regularnie dokarmia, choć to nie jedyne miejsce gdzie na stałe Jola zapełnia kocie miseczki. W sumie Jola dokarmia około 30 kotów wolno żyjących, wszystkie są wysterylizowane, wyleczone o co sama Jola zadbała. W domu Joli na stałe mieszka tylko kilka kotów, pozostałe to koty szukające domów, często najpierw muszą zostać podleczone, doswojone i dopiero potem mogą szukać domów, a koty po przejściach często na dom czekają długo. Przywieźliśmy Joli 200 saszetek Felixa, tak by choć trochę Jolę odciążyć. Jola jak to Jola dba o wszystkich, tylko w tym wszystkim calkiem zapomina o sobie, a wiek połączony z różnymi schorzeniami odbija się co rusz nową dolegliwością, której leczenie Jola zazwyczaj odkłada „na potem”. Jola nadal odławia koty wolno żyjące na sterylizacje, dzięki programowi z UMŁ sterylizacje te w większości mogą być pokrywane z funduszy miasta, niestety nie we wszystkich przypadkach tak się da, choćby dlatego, że akurat złapany kot wymaga hospitalizacji z powodu choroby, wówczas Jola sama pokrywa te koszty, otrzymuje też wsparcie na ten cel od zaprzyjaźnionych osób, ale potrzeby rosną wraz z zadłużeniem w lecznicy. W KOTYlionie jest założona „skarpeta” dla Jolinych kotów, ostatnio zapłaciliśmy 400,00zł za leczenie trzech malców i dwóch dorosłych kotów, w najbliższych dniach zrobimy zamówienie karmy na kwotę 200,00zł to tyle ile zostało w Jolinej „skarpecie”…nadal prosimy Państwa o wsparcie dla kotów Joli Dworcowej, która dba o koty wolno żyjące z pełnym poświęceniem i sercem pełnym miłości do tych zwierzaków….darowizny można przekazywać na nasze konto:

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
tytułem: darowizna dla kotów Joli Dworcowej

W imieniu Joli jak i jej podopiecznych z całego serca DZIĘKUJEMY!

Aktualizacja: 10.01.2014 r.

Podziękowania od Joli:

Chciałabym bardzo podziękować wszystkim Darczyńcom za wpłaty na pozbierane z ulicy, chore, leczone koty. Nie wszystkie dało się uratować, 9 odeszło. Rok 2013 był najtrudniejszy w mojej pracy z kotami, która trwa od 1996 r. Najpierw na Julianowie, potem w Aleksandrowie, następnie Radogoszcz-Zachód i wreszcie stary Widzew, gdzie teraz mieszkam. Bieda, rozbiórki, pustostany, wielokrotnie podpalane rudery i nie zawsze przyjaźnie nastawieni ludzie… Tu żyją koty, którymi się zajmuję, dokarmiam, dbam by miały ciepłe schronienie. Jest ich około 30, w ostatnim czasie 4 zostały rozjechane przez samochody.
Większość z kotów, które udało mi się dzięki Państwa pomocy wyleczyć , a potem wyadoptować – żyje w domach, gdzie są kochane i to mnie trzyma, daje satysfakcję i siły. Dzięki pomocy osób, które wspierają te biedne koty, często kalekie, bez łapek, ogonków, oka, mogę dać im szansę na życie. Muszę się przy nich fizycznie napracować, ale potem widzę, jak one cieszą się, baraszkują i czekają na nowe domy.
I za to raz jeszcze bardzo wszystkim dziękuję!
Jola Dworcowa

Aktualizacja: 8.01.2014 r.

Koty Joli wciąż potrzebują pomocy. Jola, która pomaga Joli dworcowej w adopcjach i opiece nad kotami pisze:

Koniec roku, więc czas na podsumowanie. Przede wszystkim chciałabym w imieniu Joli serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomagali jej w ubiegłym roku. Z całego serca dziękujemy za Waszą ofiarność i dobroć. Bez Waszych wpłat Jola nie mogłaby nadal pomagać zwierzętom. Jesteśmy ogromnie wdzięczne fundacji Kotylion za ogłoszenia, apele o pomoc, aukcje cegiełkowe. Dzięki tym akcjom, dzięki ludziom, którzy odpowiadają na apele i wpłacają pieniądze, koty nadal otrzymywały wsparcie.
W tym roku Jola złapała na sterylizację 21 kotów (14 kotek i 7 kocurów). Większość kotów wróciła do miejsca, gdzie została złapana.
Wiele kotów znalazło nowe domy, są już szczęśliwe w swoich nowych rodzinach. Niestety, wyjątkowo dużo kotów chorowało, kilka z nich nie przeżyło. To ogromny stres, powód do smutku, ale także wielki wydatek. Niestety, dług w lecznicy bardzo wzrósł i Jola nie ma go z czego zapłacić.
Kotów w domu jest nadal zbyt dużo. Jola podzieliła je sobie w myśli na 3 grupy.
Koty nadające się do adopcji, którym trzeba będzie powtórzyć w nowym roku ogłoszenia i starać się koniecznie znaleźć im nowych opiekunów. Nie znaczy to wcale, że te adopcji będą łatwe – tylko 2 z nich nie boją się obcych i są naprawdę miziaste. Ale wszystkie są dość młode i dają się pogłaskać.
Druga grupa to koty własne Pani Joli i takie, które z uwagi na chorobę lub starość powinny już mieć u niej emeryturę.
Trzecia grupa to koty, które teoretycznie mogłyby pójść do adopcji, ale od lat nie ma na nie chętnych, bo są mało oswojone, albo bardzo lękliwe. Powinno się je wypuścić w jakimś bezpiecznym domu wychodzącym, który przetrzyma w zamknięciu, aż się przyzwyczają do nowego miejsca, a potem będzie dokarmiał, nie żądając niczego w zamian. Szukamy pilnie takiego miejsca!!! Przeprowadzkę kotów najlepiej byłoby zrobić wiosną, ale szukać trzeba już teraz, bo znalezienie go nie będzie łatwe. Może ktoś z Państwa pomógłby nam w poszukiwaniach? Jeśli ktoś zna stadninę, czy gospodarstwo, gotowe zaopiekować się najlepiej dwoma lub trzema kotami, prosimy o kontakt!

Koty bezdomne, które Jola wysterylizowała i teraz dokarmia, dostały od niej prawie wszędzie styropianowe domki, ofiarowane przez Anię pisiokot z forum miau.pl.
Działalność Joli na rzecz kotów sprawia, ze ludzie coraz częściej telefonują do niej, kiedy mają jakieś problemy z kotami. Kiedy trzeba zorganizować łapanie kotów na sterylizację, znaleźć dom dla jakiegoś potrzebującego, zabiedzonego Mruczka, zrobić w domu zastrzyk czy podłączyć kroplówkę. Jola, jeśli tylko potrafi i ma siłę, stara się pomóc, mimo że opieka nad własnymi kotami nie pozostawia jej właściwie wolnego czasu.

Dlatego nadal prosimy o pomoc wszystkich. Każda złotówka się liczy! Prosimy, pomóżcie Joli i jej kotom!

Kontakt w sprawie adopcji kotów Joli:

jolantabuk@gmail.com te. 723 513 003 lub 603 47 87 95

Aktualizacja: 28.09.2013 r

Na początek krótkie przypomnienie – Jola Dworcowa, opiekunka kotów z Łodzi, ma 800 zł emerytury i 25 kotów w mieszkaniu (7 własnych i 18 do adopcji), ok. 15 kotów dokarmia w okolicy domu i na Dworcu Kaliskim (stąd przydomek Dworcowa).
Jola nie jest „zbieraczką” przyjmującą do domu coraz to nowe koty. Jola koty sterylizuje, leczy, szczepi i stara się wyadoptowywać, ale potrzebujących kotów jest znacznie więcej niż chętnych do zaopiekowania się zwierzątkiem, dlatego mimo kilkudziesięciu adopcji i powtarzania ogłoszeń w Internecie stadko Joli ciągle jest duże. Bardzo duże. Za duże..

Gdyby koty mogły głosować i wybierać swoich przedstawicieli, Jola Dworcowa na pewno zasiadałaby w kocim parlamencie. Nie tylko dlatego, że skala jej działań – także dzięki Państwa ofiarności – jest wielka, ale też dlatego, że jest to pomoc najczęściej skuteczna. Trudno byłoby policzyć, ile kotów zawdzięcza jej zdrowie i życie, ponad setce jej podopiecznych udało się znaleźć nowy dom. Dla wielu jedyną pomocą jest sterylizacja i potem miseczka z jedzeniem raz na 2-3 dni (częściej Pani Jola nie dałaby rady) i załatwienie otwarcia okienka w pobliskiej piwnicy lub ocieplany domek gdzieś w krzakach – tak mało, a przecież to szansa na przeżycie dla półdzikiego kota, który nie ma co marzyć o własnym domu. Niektóre nie mają tyle szczęścia – pomoc przychodzi za późno i można już tylko zadbać, by odeszły godnie, możliwie bez cierpień.
Kotom, które z różnych przyczyn nie radzą sobie na dworze (chorym albo typowo domowym, albo kociakom) Jola pozwala zostać w swoim niewielkim mieszkanku na III-cim piętrze. Nie jest to luksus, bo współlokatorów dużo, a karmy i piasku czasem brakuje, no i ręce do głaskania są tylko jedne. Ale w porównaniu z warunkami na dworze lub perspektywą odwiezienia do schroniska ten skromny dom staje się wybawieniem. Można zapomnieć o złych ludziach, biegających luzem psach, o zimnie i głodzie, można poczuć się bezpiecznie. Organizm pozwala sobie na chwilę wytchnienia – i zaczynają dawać o sobie znać niewidoczne dotąd dolegliwości – skutki zimna, głodu, urazów, permanentnego stresu. Koty Joli chorują często, angażując pobliską – na szczęście zaprzyjaźnioną – lecznicę weterynaryjną. Czasami jednego dnia trzeba tam zanieść 4 czy 5 kotów, oczywiście kolejno, bo Joli nie stać na taksówkę, a sił nie starcza na dźwiganie transporterów z dwoma kotami. Gdyby nie pomoc cierpliwej i mądrej pani weterynarz koty Joli miały by się znacznie gorzej.
Ale dług w lecznicy rośnie i spędza sen z oczu Pani Joli, bo są to sumy dla niej ogromne. Gdyby nie pomoc innych ludzi, tak jak Państwo wrażliwych na koci los, nie dałoby się tego długu systematycznie, po trochu spłacać.

Czasem wydaje się, że kiedy Jola idzie ulicą, kocie Anioły wyganiają na jezdnie i chodniki wszystkie chore, zagubione i potrzebujące pomocy zwierzęta. Jola nie potrafi przejść obok nich obojętnie – ma wielkie serce. Ma także coś, czego wielu ludzi nie posiada – niezwykłą umiejętność, bez której nie da się udzielić pomocy psu czy kotu – wie, jak je chwycić, unieruchomić, zapakować do transportera. Jeśli ktoś tego nie potrafi, może najwyżej zatrzymać się, próbować wezwać służby miejskie i czekać, czy przyjadą, zanim ranne czy chore zwierzątko zniknie w jakimś zakamarku. Jola z determinacją, odwagą i wprawą, a także miłością, którą zwierzaki wyczuwają, szybko łapie kota czy psa i niesie go czasem od razu do lecznicy, ale czasem po prostu do domu. Umie je odpchlić, odrobaczyć, wyczyścić uszy, zmierzyć temperaturę, a po wizycie u weta podać zlecone tabletki i zastrzyki. Jej ręce, nogi, czasem i twarz noszą ślady zmagań z co bardziej krewkimi kocimi indywidualistami, którzy niejednemu weterynarzowi sprawiliby kłopot. Jola musi sobie z nimi poradzić, bo wizyty w przychodni kosztują, no i trzeba mieć na nie czas. A Joli czasu ciągle brakuje. Musi przecież nakarmić koty w domu, zanieść do lekarza te, które wymagają fachowej konsultacji, zadbać o te, które żyją na ulicy i z niecierpliwością wyglądają, kiedy zza rogu wychyli się znajoma sylwetka, a w miseczkach przez chwilę będzie pełno jedzenia…
Adopcje latem idą dość marnie, za to pojawiają się nowe koty: maluchy od matek, których nie złapano na czas, koty na sterylizację i dorosłe, wyrzucone na ulicę, bo ktoś wyjeżdżał i kot zaczął przeszkadzać.  W taki sposób trafiła do Joli piękna perska kotka, zostawiona po prostu na korytarzu w kontenerku. Niestety, kotka przeżyła taki stres, że jej organizm nie wytrzymał – odeszła po 10 dniach walki – walki weterynarza i Joli, bo kotka walczyć nie chciała, poddała się nie chciała żyć…

Lepiej zareagował Junior, kot wyrzucony na ulicę przez administrację, która likwidowała mieszkanie po jego zmarłej pani. Junior poszedł nawet do adopcji, ale wrócił z niej, bo zbyt szalał w nowym mieszkaniu… To młody kocurek, wykastrowany, ale roznosi go energia, powinien trafić do domu wychodzącego.

Poza tym stado powiększa się ciągle o nowe kociaki – te najczęściej znajdują domy. Ale i starsze koty dostają czasem swoją szansę. Wszystkie trzeba zaszczepić, odpchlić odrobaczyć, często wyleczyć.

Płochliwe, starsze koty w „niechodliwych” kolorach nie znajdują chętnych opiekunów. Dla kilku z nich wybawieniem byłaby stadnina, gospodarstwo gdzie byłyby dokarmiane, miały ciepłe schronienie i żyłyby na wolności. Rysia, Lusia, Mama Trójłapka, choć mają jedzenie i ciepły kąt, nie wyglądają na szcześliwe w zamkniętym mieszkaniu. Rysię w dodatku inne koty źle traktują, więc jest zestresowana. Niestety, takich miejsc, w których można by wypuścić koty, jest mało i zwykle nie mogą przyjąć kolejnych lokatorów. Dlatego koty nadal mieszkają u Joli.

Jedyne, czego Jola nie ma, by skutecznie pomagać zwierzętom – to pieniądze. Wszystko co ma (czyli te 800 zł emerytury) wydaje na potrzebujące koty – i te dokarmiane i te czekające na adopcję w domu. Zaległości w płaceniu czynszu, opłatach za prąd, powstają ciągle. Awarie w domu to klęska, bo nie ma za co opłacić potrzebnych napraw. Podobnie choroby, bo Jola nie ma na wykupienie lekarstw (dla siebie, bo leki dla kotów stara się jednak zdobywać). A przecież trzeba jeszcze kupić karmę, piasek… Przy 40 kotach pod opieką 15 kg suchej karmy, które dla jednego kota starczyłyby na 2 miesiące, znika w kilka dni!
Z naszej ostatniej aukcji dotychczasowe wpływy to 600 zł – dziękujemy ogromnie! Ale musimy prosić o więcej, bo pomoc dla kotów Joli potrzebna jest stale. To nie są zwierzęta pani Joli – ale tylko ona się o nie troszczy, tylko ona je widzi i potrafi pomóc. Zrobić to, co niejeden z nas zapewne chciałby zrobić, ale nie ma czasu, nie wie, jak, nie zauważa potrzebującego. Można powiedzieć, że Jola zastępuje Urząd Miasta w opiece nad bezdomnymi kotami. Ale Jola jest sama i bez pomocy ludzi dobrej woli nie dałaby rady robić tego wszystkiego. Jola jest schorowana, ma coraz mniej sił, żeby cokolwiek dorobić do głodowej emerytury. A nie potrafi przejść obojętnie obok zwierzęcia, któremu dzieje się krzywda. Prosimy, pomóżcie Joli pomagać zwierzętom! Bez Waszego wsparcia Jola nie da rady…

Kontakt w sprawie adopcji kotów Joli:
jolantabuk@gmail.com te. 723 513 003 lub 603 47 87 95

Aktualizacja: 30.07.2013 r.

U Joli ciągle powiększa się ilość kotów. Adopcje latem idą dość marnie, za to pojawiają się nowe koty: maluchy od matek, których nie złapano na czas, koty na sterylizację i dorosłe, wyrzucone na ulicę, bo ktoś wyjeżdżał i kot zaczął przeszkadzać.  W taki sposób trafiła do Joli piękna perska kotka, zostawiona po prostu na korytarzu w kontenerku. Niestety, kotka przeżyła taki stres, że jej organizm nie wytrzymał – odeszła po 10 dniach walki – walki weterynarza i Joli, bo kotka walczyć nie chciała, poddała się nie chciała żyć…

Lepiej zareagował Junior, kot wyrzucony na ulicę przez administrację, która likwidowała mieszkanie po jego zmarłej pani. Junior poszedł nawet do adopcji, ale wrócił z niej, bo zbyt szalał w nowym mieszkaniu… To młody kocurek, wykastrowany, ale roznosi go energia, powinien trafić do domu wychodzącego.

Poza tym stado powiększyło się o 4 kociaki – 8 tygodniowe Melcię i Belcię oraz 6 miesięczną Solitkę i Wąsika. Melcia i Belcia były strasznie zarobaczone i zatruły się toksynami z pasożytów, ciężko chorowały, ale już jest dobrze i Belcia nawet znalazła domek. Bura Solitka i czarny Wąsik to najnowszy nabytek Joli, kotka jest bardzo miziasta, kocurek bardziej się boi. Trzeba wszystkie maluchy zaszczepić, odpchlić odrobaczyć, leczenie persicy i zatrutych toksynami maluchów pochłonęło krocie, więc po raz kolejny prosimy o pomoc.

Kontakt w sprawie adopcji kotów Joli:
jolantabuk@gmail.com te. 723 513 003 lub 603 47 87 95

Aktualizacja: 20.05.2013 r.

Sytuacja u Joli niewiele się zmienia. Płochliwe, starsze koty w „niechodliwych” kolorach nie znajdują chętnych  opiekunów. Dla kilku z nich wybawieniem byłaby stadnina, gospodarstwo gdzie byłyby dokarmiane, miały ciepłe schronienie i żyłyby na wolności. Rysia, Lusia, Mama Trójłapka, choć mają jedzenie i ciepły kąt, nie wyglądają na szcześliwe w zamkniętym mieszkaniu. Rysię w dodatku inne koty źle traktują, więc jest zestresowana. Niestety, takich miejsc, w których można by wypuścić koty, jest mało i zwykle nie mogą przyjąć kolejnych lokatorów. Dlatego koty nadal mieszkają u Joli. W ubiegłym miesiącu, dzięki Państwa ogromnej pomocy, udało im się przeżyć. Ale jest już kolejny miesiąc i znowu trzeba zapełnić kocie brzuszki, wykupić lekarstwa dla chorych, nasypać piasku do kuwet… U Trójłapka stwierdzono grzyba z gat. Trichophyton, sama szczepionka kosztowała 300 zł, a trzeba ją było powtórzyć. Grzybicę złapał od Trójłapka Brzydal, a więc następna szczepionka. Dlatego po raz kolejny prosimy o pomoc.

Jeśli Ktoś zechciałby pomóc tym koteczkom, prosimy o zakup wirtualnych kotylionków na naszej aukcji na allegro lub bezpośrednie darowizny na nasze konto

Aktualizacja: 13.03.2013 r.

Nelly i Piwniczka znalazły dom!
Natomiast Jola ostatnio przez prawie 2 miesiące ciężko chorowała (obturacyjne zapalenie płuc), nadal jest bardzo słaba. Grozi jej operacja, na którą nie chce się zgodzić, bo nie ma komu przekazać kocich obowiązków na czas pobytu w szpitalu. Koty tez stale chorują – Dodek, Tomcio i Romcio, Trójłapek… To ogromne wydatki, mimo że zaprzyjaźniona lecznica pomaga jak może. Młode koty trzeba wreszcie zaszczepić, co oznacza że dług w lecznicy wzrośnie o kolejne 200 zł. Adopcje niestety nie zdarzają się często, bo Joli zostały głównie koty płochliwe, bojące się obcych. Nie każdy chce czekać 2 tygodnie albo miesiąc, zanim kot zacznie wychodzić zza kanapy i swobodnie biegać o mieszkaniu! Dlatego – mimo że sporo osób pyta o koty – do adopcji nie dochodzi. A w domu zamiast ubywać – przybywa kotów, bo kolejni koci nieszczęśnicy proszą o pomoc.

Tyle razy pomogli Państwo naszym podopiecznym… ufamy, że dzięki Wam będziemy mogli ratować kolejne kocie istnienia.

Aktualizacja: 04.02.2013

Daisy i Milka znalazły dom! :) Ze złych wieści – Jola leży z obturacyjnym zapaleniem płuc…

Aktualizacja: 15.01.2013

Na początek krótkie przypomnienie – Jola Dworcowa, opiekunka kotów z Łodzi, ma 800 zł emerytury i 25 kotów w mieszkaniu (7 własnych i 18 do adopcji), ok. 15 kotów dokarmia w okolicy domu i na Dworcu Kaliskim (stąd przydomek Dworcowa).
Jola nie jest „zbieraczką” przyjmującą do domu coraz to nowe koty. Jola koty sterylizuje, leczy, szczepi i stara się wyadoptowywać, ale potrzebujących kotów jest znacznie więcej niż chętnych do zaopiekowania się zwierzątkiem, dlatego mimo kilkudziesięciu adopcji i powtarzania ogłoszeń w internecie stadko Joli niewiele się zmniejszyło.

Gdyby koty mogły głosować i wybierać swoich przedstawicieli, Jola Dworcowa na pewno zasiadałaby w kocim parlamencie. Nie tylko dlatego, że skala jej działań – także dzięki Państwa ofiarności – jest wielka, ale też dlatego, że jest to pomoc najczęściej skuteczna. Trudno byłoby policzyć, ile kotów zawdzięcza jej zdrowie i życie, ponad setce jej podopiecznych udało się znaleźć nowy dom. Dla wielu jedyną pomocą jest sterylizacja i potem miseczka z jedzeniem raz na 2-3 dni (częściej Pani Jola nie dałaby rady) i załatwienie otwarcia okienka w pobliskiej piwnicy lub ocieplany domek gdzieś w krzakach – tak mało, a przecież to szansa na przeżycie dla półdzikiego kota, który nie ma co marzyć o własnym domu. Niektóre nie mają tyle szczęścia – pomoc przychodzi za późno i można już tylko zadbać, by odeszły godnie, możliwie bez cierpień.
Kotom, które z różnych przyczyn nie radzą sobie na dworze (chorym albo typowo domowym, albo kociakom) Jola pozwala zostać w swoim niewielkim mieszkanku na III-cim piętrze. Nie jest to luksus, bo współlokatorów dużo, a karmy i piasku czasem brakuje, no i ręce do głaskania są tylko jedne. Ale w porównaniu z warunkami na dworze lub perspektywą odwiezienia do schroniska ten skromny dom staje się wybawieniem. Można zapomnieć o złych ludziach, biegających luzem psach, o zimnie i głodzie, można poczuć się bezpiecznie. Organizm pozwala sobie na chwilę wytchnienia – i zaczynają dawać o sobie znać niewidoczne dotąd dolegliwości – skutki zimna, głodu, urazów, permanentnego stresu. Koty Joli chorują często, angażując pobliską – na szczęście zaprzyjaźnioną – lecznicę weterynaryjną. Czasami jednego dnia trzeba tam zanieść 4 czy 5 kotów, oczywiście kolejno, bo Joli nie stać na taksówkę, a sił nie starcza na dźwiganie transporterów z dwoma kotami. Gdyby nie pomoc cierpliwej i mądrej pani weterynarz koty Joli miały by się znacznie gorzej.
Ale dług w lecznicy rośnie i spędza sen z oczu Pani Joli, bo są to sumy dla niej ogromne. Gdyby nie pomoc innych ludzi, tak jak Państwo wrażliwych na koci los, nie dałoby się tego długu systematycznie, po trochu spłacać.

 

Czasem wydaje się, że kiedy Jola idzie ulicą, kocie Anioły wyganiają na jezdnie i chodniki wszystkie chore, zagubione i potrzebujące pomocy zwierzęta. Jola nie potrafi przejść obok nich obojętnie – ma wielkie serce. Ma także coś, czego wielu ludzi nie posiada – niezwykłą umiejętność, bez której nie da się udzielić pomocy psu czy kotu  – wie, jak je chwycić, unieruchomić, zapakować do transportera. Jeśli ktoś tego nie potrafi, może najwyżej zatrzymać się, próbować wezwać służby miejskie i czekać, czy przyjadą, zanim ranne czy chore zwierzątko zniknie w jakimś zakamarku. Jola z determinacją, odwagą  i wprawą, a także miłością, którą zwierzaki wyczuwają, szybko łapie kota czy psa i niesie go czasem od razu do lecznicy, ale czasem po prostu do domu. Umie je odpchlić, odrobaczyć, wyczyścić uszy, zmierzyć temperaturę, a po wizycie u weta  podać zlecone tabletki i zastrzyki. Jej ręce, nogi, czasem i twarz noszą ślady zmagań z co bardziej krewkimi kocimi indywidualistami, którzy niejednemu weterynarzowi sprawiliby kłopot. Jola musi sobie z nimi poradzić, bo wizyty w przychodni kosztują, no i trzeba mieć na nie czas. A Joli czasu ciągle brakuje. Musi przecież nakarmić koty w domu, zanieść do lekarza te, które wymagają fachowej konsultacji, zadbać o te, które żyją na ulicy i z niecierpliwością wyglądają, kiedy zza rogu wychyli się znajoma sylwetka, a w miseczkach przez chwilę będzie pełno jedzenia…
Jedyne, czego Jola nie ma, by skutecznie pomagać zwierzętom – to pieniądze. Wszystko co ma (czyli te 800 zł emerytury) wydaje na potrzebujące koty – i te dokarmiane i te czekające na adopcję w domu. Zaległości w płaceniu czynszu, opłatach za prąd, powstają ciągle. Awarie w domu to klęska, bo nie ma za co opłacić potrzebnych napraw. Podobnie choroby, bo Jola nie ma na wykupienie lekarstw (dla siebie, bo leki dla kotów stara się jednak zdobywać). A przecież trzeba jeszcze kupić karmę, piasek… Przy 40 kotach pod opieką 15 kg suchej karmy, które dla jednego kota starczyłyby na 2 miesiące, znika w kilka dni!
Z naszej ostatniej aukcji dotychczasowe wpływy to 600 zł – dziękujemy ogromnie! Ale musimy prosić o więcej, bo pomoc dla kotów Joli potrzebna jest stale. To nie są zwierzęta pani Joli – ale tylko ona się o nie troszczy, tylko ona je widzi i potrafi pomóc. Zrobić to, co niejeden z nas zapewne chciałby zrobić, ale nie ma czasu, nie wie, jak, nie zauważa potrzebującego. Można powiedzieć, że Jola zastępuje Urząd Miasta w opiece nad bezdomnymi kotami. Ale Jola jest sama i bez pomocy ludzi dobrej woli nie dałaby rady robić tego wszystkiego. Jola jest schorowana, ma coraz mniej sił, żeby cokolwiek dorobić do głodowej emerytury. A nie potrafi przejść obojętnie obok zwierzęcia, któremu dzieje się krzywda. Prosimy pomóżcie Joli pomagać zwierzętom! Bez Waszego wsparcia Jola nie da rady…

Przez ostatnie pół roku Jola złapała na sterylizację prawie 60 kotów. Prawie połowa z nich znalazła nowe domy, 20 zostało wypuszczonych po sterylizacji, kilkanaście nadal czeka u Joli na nowych właścicieli.

O kotach Joli na bieżąco można przeczytać tutaj:
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=147075&p=9299015#p9299015

Kontakt w sprawie adopcji kotów Joli:
jolantabuk@gmail.com te. 723 513 003 lub 603 47 87 95

Aktualizacja: 20.12.2012

Co u Joli i kotów przed świętami? Zaczniemy od dobrych newsów: Filemon i Kruszynka pojechały do nowych domów :) Jola przyniosła kolejną kotkę, oswojona burasia z białymi łapkami błąkała się po Wysokiej… Wkrótce idzie na sterylkę. Dzięki Darczyńcom czyli WAM koty mają co jeść, doleczają się chorowitki i – wszystkie tęsknie wyglądają własnych domów z własnymi ludźmi.
Jola i koty dziękują za wsparcie i stałą pomoc, życzą wszystkim spokojnych i szczęśliwych świąt :)

Podziękowanie dla Państwa od Joli i prośba od nas – nie zostawiajmy jej samej, ona wciąż potrzebuje pomocy dla kotów pod swoją opieką

1.12.2012 r.

Prosimy po raz kolejny o pomoc dla Joli Dworcowej. Sytuacja jest dramatyczna. Pani Jola wszystko wydaje na potrzebujące koty – i te dokarmiane i te czekające na adopcję w domu. Niezapłacony czynsz, prąd, i jeszcze próba włamania (nieudana na szczęście, choć drzwi trzeba wymienić) – na te wydatki nie ma już środków – przejadły je koty… Z naszej aukcji dotychczasowe wpływy to 51zł – dziękujemy ogromnie! – tyle że to kropla w morzu. Wstyd nam, że prosimy o więcej – więcej takich kropli, by pomóc kotom i ich człowiekowi. To nie są zwierzęta pani Joli – ale tylko ona się o nie troszczy, tylko ona je widzi i musi pomagać, nawet kosztem swojego zdrowia i myśląc jakoś to będzie. Prosimy o wsparcie…

Jola ze swej strony chciałaby bardzo serdecznie podziękować dotychczasowym darczyńcom, to dzięki nim jej koty przeżyły.
Od lipca do końca września 2012 r. Jola złapała 52 koty, głównie sama. Łapanki były w kilku miejscach:
Podwórko na Złotej 10, Wysoka 20, Przedszkole (Wysoka 28/30), Róg Tuwima i Wysokiej, Tuwima przy Przędzalnianej, Elektrownia (Tuwima 54), Nawrot 91, Dowborczyków 28, Tramwajowa, Pomorska 41a, Pomorska 25, Solna 3.
Wśród tych 52 kotów było 20 kotek, 12 kocurów i 20 kociaków! Z tego 19 trafiło do adopcji, 14 dołączyło do stada u Joli i czeka na adopcję. 20 kotów po sterylizacji zostało wypuszczonych.
Wykorzystała 19 talonów miejskich, za 6 sterylek zapłaciły prywatne osoby. Jola jest winna lecznicy za 7 sterylek.
W domu u Joli jest teraz 28 kotów: Rumcajs, Tofik, Ciciusia, Kropka, Niunia, Trojłapek i jego Mama, Filemon, Mikuś, Kajtek, Piwniczek, Myszka, Mrusia, Misia, Nelcia, Lusia, Legusia, Buraś, Desperat, Plamek, Wysoka oraz kociaki Aisza, Gacuś, Tomcio, Romeo, Mały, Elektron i Anoda. Może przynajmniej kociaki i te najbardziej miziaste dorosłe koty uda się wyadoptować, bo taka ilość kotów w domu jest nie do wytrzymania. Ostatnio 3 koty odeszły za Tęczowy Most: Krzywusia, Ramzes i Murzyn, a Trójłapek cały czas choruje. Dług w lecznicy narasta więc szybko.

Jola nie jest „zbieraczką” przyjmującą do domu coraz to nowe koty. Jola koty sterylizuje, leczy, szczepi i stara się wyadoptowywać – w opisywanym okresie znalazła dom dla 19 kotów! To bardzo dużo! Ale potrzebujących kotów jest znacznie więcej niż chętnych do zaopiekowania się zwierzątkiem, dlatego mimo 19 adopcji stadko Joli znowu się powiększyło.
Można powiedzieć, że Jola zastępuje Urząd Miasta w opiece nad bezdomnymi kotami. Ale Jola jest sama, ma 800 zł emerytury i bez pomocy ludzi dobrej woli nie dałaby rady robić tego wszystkiego. Ta pomoc jest stale potrzebna, szczególnie że Jola jest schorowana, ma coraz mniej sił, żeby cokolwiek dorobić do głodowej emerytury. A nie potrafi przejść obojętnie obok zwierzęcia, któremu dzieje się krzywda.
Oprócz kotów domowych Jola ma jeszcze pod opieką koty bezdomne, którym regularnie wykłada karmę. Jej „stołówki” są w kilku miejscach, między innymi na Dworcu Kaliskim – stąd przydomek „Dworcowa”.

Jeśli ktoś zechciałby wesprzeć Jolę i jej koty – zapraszamy!

Domów szukają przede m.in.:
Kociaki:
2 białe w niewielkie szare plamki (Aisza i Gacuś) i dwa bure (Tomcio i Romcio)
Czarno-biały Malutki z Solnej
Bury Elektron i czarno-dymna Anoda – kociaki z Elektrowni, a także ich mama – Lusia
Koty dorosłe:
Mrusia, czarno-biała, ok.1- roczna. wysterylizowana koteczka, wulkan energii i chęci do zabawy, przyjazna i proludzka,
Misia, miła, czarna, ok. 1-roczna. koteczka, która już miałaby domek, ale często się przeziębiała i kolejne szanse ją omijały,
Myszka, ok. 1-roczna, bura śliczna ale bardzo płochliwa koteczka – uwielbia głaskanie, ale żeby ją pogłaskać, trzeba ją najpierw złapać,
Plamek – biały w rude łaty, 1-roczny, uroczy przytulający się do człowieka z całą kocią ufnością,
Desperat – czarny ok. 2-letni kotek, wyrzucony z domu, desperacko biegał środkiem jezdni do punktu karmienia, teraz jest najszczęsliwszym kotem w domu tymczasowym,
Miki – szaro-biały 2-letni kotek, odebrany złemu panu, który próbował go zabić,
Filemon –biało-rudy 2-letni kocurek, super-miziasty i kochający ludzi,
Rodzeństwo burych kotów – Legusia i Buraś, śliczne, wysterylizowane, ok. 1-roczne, ale płochliwe i niezbyt zainteresowane kontaktem z człowiekiem, za to bardzo do siebie przywiązane, chętnie znalazłyby wspólny dom,
Kajtek – 3-letni wykastrowany kocur, kiedyś bardzo przyjazny i lubiący pieszczoty, po nieudanej adopcji wycofał się, stał się lękliwy i ostrożny, dlatego dotąd nie ma domu, choć jego wyjątkowa uroda często zwraca uwagę potencjalnych opiekunów,
Dla kilku kotów raczej nie znajdzie się już domu – są niezbyt młode, niezbyt oswojone, często schorowane, nie wyróżniają się urodą. Kropka, Niunia, Trójłapek i jego Mama z dworca pewnie już na zawsze zostaną z Jolą i jej własnymi kotami – Rumcusiem, Ciciusią, Tofikiem, Kiciusią…

 



KOTYlion – z miłości do kotów

Strona powstała z miłości do kotów i z potrzeby niesienia im pomocy.

Jesteśmy grupą ludzi, których połączył jeden cel - pomoc kotom porzuconym, niechcianym, niczyim.

Jesteśmy z Łodzi i pomagamy przede wszystkim łódzkim kotom.

Grupa Kotylion znajduje się pod opieką Fundacji Viva! Jesteśmy formalną grupą, działająca na rzecz pomocy kotom, tworzącą domy tymczasowe, pomagającą kotom wolno żyjącym i przebywającym w Łódzkim Schronisku dla Zwierząt oraz sterylizującą koty wolno żyjące.

Jeśli chcesz wesprzeć nasze działania możesz dokonać wpłaty darowizny na nasze subktonto w Fundacji Viva!, z którego wszystkie zebrane środki są przeznaczane na pomoc naszym podopiecznym. Grupa KOTYlion, jako projekt Fundacji Viva! posiada status organizacji pożytku publicznego, zatem każda wpłata na nasze konto może być odliczona od podatku.

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
KRS 0000135274
NIP: 525-21-91-290
Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT PPABPLPKXXX
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
PayPal:
kotylion.pl@gmail.com