Willis nie umrze
Willis nie umrze. Dzięki akcji i zaangażowaniu ludzi dobrej woli z całej Polski, niemożliwe stało się możliwe. Zamieszczamy relację „z pierwszej ręki”. Bo wielu z Was kibicowało Williskowi i czekacie pewnie na newsy…
Oddajemy głos Hani – vega013, forumowiczce z miau z Warszawy.
20.09.2011 godzina 0:43
Problem był poważny, ale został usunięty. Zrobiono endoskopię i wyniki obejrzeliśmy na monitorze. Polipów nie ma, żadnej operacji nie będzie, bo nie ma co operować. Willisek był potwornie zglucony. Gluty były umieszczone tak głęboko, że można je było wydobyć jedynie pod narkozą. Rozrosły się tak, że zasłaniały światło przewodów i nic dziwnego, że Willisek się dusił i nie mógł oddychać. Wszystko zostało oczyszczone, zrobiono wymaz z najgłębszej strefy, w której się tworzyły i były nie do usunięcia normalnymi metodami bez narkozy i endoskopii. Uffff… już po sprawie.
Willisek obudził się z narkozy. Jest przy nim dr Chmielewska, a Duzi podtrzymują kotunia na duchu. Kiedy Willisek zacznie normalnie oddychać, wrócą do Łodzi.
Willisek jest cudownym, uroczym kotuniem. Cieszymy się, że przy okazji poznaliśmy Dużych Williska – świetnych ludzi.
20.09.2011 godz. 13:02
Przed chwilą rozmawialiśmy przez telefon z Dużym Williska. Kotuś dobrze się czuje, rozkręca się coraz bardziej, oddycha przez nos i wyraźnie jest zadowolony.
Zobaczymy jeszcze, co się wyhoduje z posiewu. Chciałabym, żeby to był konkretny bakcyl, którego się zniszczy konkretnym antybiotykiem i już będzie problem z głowy.
Cieszymy się niesamowicie.
godzinę później
Najgorsze były dwie godziny oczekiwania, kiedy po premedykacji zostaliśmy poproszeni o opuszczenie pomieszczenia i powrocie po telefonicznej informacji, że Willisek już się wybudza. Wszyscy marzyliśmy o tym, żeby to były polipy łatwe do endoskopowego usunięcia, żeby wtorkowa operacja nie była potrzebna. Kiedy poproszono nas z powrotem, chyba każdemu skoczyło ciśnienie. Willisek jeszcze spał, a my razem z kamerą odbyliśmy podróż w głąb kociego noska. Na monitorze widzieliśmy czysty, ładny kanał bez polipów, bez żadnych narośli. W pewnym momencie drogę zagrodziła ściana (dosłownie ściana – tak to wyglądało) koloru białego z żółtawo-zielonkawym odcieniem. Kamerka przebiła się przez tę ścianę, za którą również nie było zmian wymagających interwencji. Z dna Williskowego noska wyciągnięto gęstego, ogromnego gluta długości ok. 5 cm. Aż niewiarygodne, że glut mógłby doprowadzić nawet do śmierci kota!
Swoją drogą, to musiało fajnie wyglądać – jeden kotek, a wraz z nim cztery dorosłe osoby, które przyjechały dwoma samochodami.
Teraz pozostaje czekać na wyniki posiewu i obserwować, czy nie ma nawrotów. Willisek długo chorował w schronisku a potem w lecznicy. Potężna infekcja dróg oddechowych. Miejmy nadzieję, że to już koniec problemów, a sam bohater będzie już tylko doświadczał radosnej strony życia, oddychając pełną piersią.


