Kot, który został „szczęśliwie” wyrzucony

Kot, który został „szczęśliwie” wyrzucony

Około miesiąca temu na osiedlu u Ewy pojawił się nowy kot. Oswojony, bardzo płaczący za ludźmi i za jedzeniem. Ktoś go musiał wyrzucić z domu, niestety  w tych okolicach takie praktyki są popularne, obok są działki, na których mieszka wiele kotów, więc ludzie myślą, że domowy miziak da sobie tam radę.

Historię tego kota znamy od osiedlowej p. karmicielki, która przyszła do Ewy z prośbą o pomoc dla niego.
Kot kiedyś mieszkał w sąsiednim bloku, ale został „wystawiony” na zewnątrz gdy pan właściciel rozstał się z dziewczyną (info bezpośrednio od „pana” – karmicielka z nim rozmawiała) i kota już nie chce. W trakcie rozmowy Ewy z p. karmicielką kocurek zrobił „myk” do klatki schodowej i grzecznie czekał na zajęcie się nim. Rzecz działa się w zeszłą niedzielę 13 listopada.
Chciały, niechciały zameldowałyśmy kota w hoteliku, w klatce, nie jest najlepsza opcja – bardzo płacze gdy tylko usłyszy człowieka.
W wtorek byłam z nim na przeglądzie w lecznicy – kot wykastrowany, zdrowy, wielki 5,20 kg – a nie jest gruby, uszy czyste, stosunkowo niedawno miał obcinane pazury. Wiekowo max 3 lata, co by się zgadzało z wiedzą p. karmicielki. Został zaszczepiony, odpchlony i zachipowany.
Wyjątkowo „rozdarte” stworzenie, całą drogę do lecznicy mi koncertował w aucie, ale poza tym jest bardzo miły, pcha się do głaskania, nie reaguje agresywnie na inne koty, nawet jak inny kot na niego syczy. W lecznicy był bardzo grzeczny, bez problemu pozwolił się obejrzeć i obmacać i obciąć pazurki.

I tu zaczyna się szczęśliwsza część tej historii.

Wiadomo, znalezienie domu dorosłemu kotu nie jest proste, jeszcze nawet nie zdążyłyśmy zabrać się za ogłoszenia gdy pojawił się pewien pan z sąsiedniego bloku. Panu około miesiąca wstecz ktoś ukradł kota (nieprawdopodobne, wiem, ale tak było), najzwyklejszego dachowca. Pan dowiedziawszy się od pani karmicielki, że u Ewy jest nowy kot i przyszedł go obejrzeć z nikłą nadzieja, że może to jego zaginiony Kacperek. Nie był to Kacperek, ale serce pana drgnęło. Zaczął myśleć, obiecał Ewie, że porozmawia z żoną, czy będą mogli dać mu dom. Przez trzy dni pan przychodził odwiedzać kota, przynosił mu smakołyki, a w międzyczasie negocjował z małżonką.

Wczoraj przyszedł po raz ostatni, z transporterem  i smyczą i wrócił do domu już z kociastym :)

Kot nie mógł tym razem trafić lepiej – ma kociego i psiego kumpla, poważnych ludzi do kochania no i dom już na zawsze.

A co będzie jeśli Kaperek jednak się odnajdzie? No cóż zarówno w domu jak i w ludzkich sercach znajdzie się miejsce dla trzech futrzaków.

I w ten sposób nieodpowiedzialność jednego człowieka, który lekka ręką wyrzucił kota na dwór zaowocowała wspaniałym i przede wszystkim świadomym domem dla zwierzaka.