Jeszcze chwila i by umarły – kocięta spomiędzy garaży
Cała rodzina jest już bezpieczna i we własnych domach – dziękujemy!
aktualizacja z przed chwili (4.11.2012) – właśnie dostałam telefon z lecznicy – kotka ie jest dzika, jest zupełnie oswojona, mizia się, tuli do człowieka, chce na rączki… Ktoś pozbył się tej cudownej koteczki i skazał ją na to, by urodziła na ziemi, wśród liści… Cała kocia rodzinka będzie szukała domów tymczasowych i stałych – na razie muszą przede wszystkim się wyleczyć
3.11.2012
Poranny spacer z psem – jak co dzień. Tylko pies coś węszy i nie odchodzi od siatki. Za siatką sterta gałęzi i liści, no i trzy garaże. Jest już zimno ale może jeż się skrył? Może nie zapadł z zimowy sen i trzeba go będzie stamtąd zabrać? Przecież w zeszłym tygodniu spadł już śnieg i leżał kilka dni.
To jednak nie jeż. Pod stertą gałęzi widać czarne futerko, a obok wtulone bure. To kocia matka urodziła tu dziecko… W gałęziach przykrytych liśćmi teraz szukają schronienia.
Myśl jest tylko jedna. Już za chwilę Ania z Marcinem dowożą nam klatkę by złapać dzika matkę i jej dzieci.
Po godzinie wkraczamy, rozstawiamy klatkę, kocia matka ucieka. Próbujemy dostać się do sterty gałęzi nie niszcząc gniazda – by matka wróciła w to miejsce bez niepokoju. Tymczasem Maciej spostrzega w szczelinie pomiędzy garażami coś burego – siedzą tam jeszcze 2 kocięta! Skulone, z oczami prawie wyżartymi kocim katarem. Działamy szybko, bo nie ma czasu do stracenia. Nie chcemy by widziała to kocica, bo może przepłoszyć się i nie wrócić w to miejsce, a bardzo chcemy ją schwytać i wysterylizować. Jakimś cudem udaje nam się wydostać kociaki spomiędzy garaży. Są brudne, chore, bardzo zakatarzone i nie widać im oczu. Mamy nadzieję, ze oczy są, ze nie zjadł ich jeszcze koci katar. Pakujemy je do transportera i po malutku przeszukujemy gniazdo w gałęziach – trzeci maluszek wyskakuje w popłochu. Nic nie widzi. Oczy ma zupełnie zajęte kocim katarem. Udaje się nam go złapać i już za chwilę jedziemy do lecznicy.
W lecznicy bateria leków, ciepły koc, czeka już na nie szpitalny boks. Muszą tutaj zostać na intensywnym leczeniu – mają bardzo zaawansowany koci katar – na szczęście nie uszkodzone oczy! Teraz tylko dobre leki, pożywne jedzonko i ciepło. I dotyk ludzkiej ręki, której nie znają i się boją. Udało się je uratować zanim przyszły mrozy, udało się zanim straciły oczy.
Wracamy z lecznicy i kiedy zaczyna robić się ciemno łapie się ich matka – kolejny kurs do lecznicy.
Matka kociąt została wysterylizowana, pozostanie w lecznicy kilka dni bo w cycuszkach nadal ma mleczko. Potem zostanie wypuszczona a w miejscu, w którym zrobiła prowizoryczne gniazdo zostanie postawiona ocieplona budka.
Państwa jak zwykle prosimy o pomoc w pokryciu kosztów leczenia maluchów i sterylizacji mamy – i jak zwykle wiemy, że nas nie zawiedziecie i pomożecie tej kociej rodzinie polepszyć życie.
Wpłaty prosimy kierować na nasze konto z dopiskiem: rodzina z liści
38 1370 1109 0000 1706 4838 7307
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa
KRS 0000135274
NIP: 525-21-91-290
Bank DnB NORD Polska S.A.
Pamiętajmy, ze pomaga każda złotówka – dziękujemy!









