Co słychać u Klusi?

Co słychać u Klusi?

Aktualizacja 11.01.2013 r.

Paulina – opiekunka Klusi, napisała:
„Kochani,
w imieniu Klusi i swoim BARDZO pragnę podziękować Fundacji KOTYLION, jej wolontariuszom i sympatykom a przede wszystkim WAM – wszystkim ludziom dobrej woli, którzy swoim wsparciem duchowym i finansowym przyczynili się do tego, że Klusia jest dziś zdrowa i gotowa na szukanie swojego własnego domu.
Maluszek czuje się bardzo dobrze – humor jej dopisuje chociaż czasem troszkę zrzędzi i lubi dać dowód swemu niezadowoleniu pacając łapką człowieczą rękę…w sumie chyba bardziej po  to by ją zaraz polizać i się poprzytulać. i zajrzeć swoimi niesamowicie wielkimi oczami w oczy człowieka jakby chciała powiedzieć „ale nie gniewaj się, dobrze? Jestem kotem, robię co chcę, wyrażam moje uczucia jak chcę. a to, że je wyrażam znaczy, że bardzo Cię lubię, wiesz?”. zachowała więc swoją słynną indywidualność, ale stara się jak może być delikatna więc szczęśliwie ofiar w ludziach do tej pory nie zanotowano. nie jej wina, że człek niedomyślny i czasem zrobi coś na co ona akurat nie ma ochoty. poza tym apetyt dopisuje na tyle, by mogła czasem pogrymasić – chociaż kocie „fastfoody” kocha całym sercem. Ze względu jednak na swoją wątrobę musi być już do końca życia na diecie wątrobowej więc takich przysmaków musi jeść jak najmniej.
Maluszek jest przeuroczym śpiochem, który bardzo dobrze znosi samotność, gdy ludzi nie ma w domu – przesypia praktycznie cały dzień po to by wieczorem, gdy ludzie już przyjdą móc biegać szaleńczo i zapraszać do zabawy. wtedy pokazuje się jej oblicze małego kociaka, który sobie nic nie robi ze swej metryki. no i jak na kociaka przystało umie w zabawie złapać ząbkami za rękę, ale delikatnie i z wyczuciem. na ogół ;) nie jest to świętoszkowaty aniołek ani wiecznie skwaszony koci zgred – to kot z krwi, kości i wąsów.  dzięki Wam. mam nadzieję, że będziecie w dalszym ciągu pomagać Fundacji i kotom pod jej opieką. może nawet ktoś zakocha się w Kluseczce, albo już się zakochał i teraz swą miłość ujawni. jak już napisałam czas szukać jej domu – takiego własnego, na zawsze… ogłoszenie adopcyjne pewnie pojawi się wkrótce jak ostatecznie i nieodwołanie rozprawimy się z resztkami oporu zbrodniczej organizacji świerzbowca usznego w uchu lewym i ostatkami grzyba paskuda na uchu prawym. niestety dwa te paskudy są wyjątkowo paskudne i nie odpuszczają. ale ich dni są policzone. prosimy zatem o kciuki za dobry domek, bo to, że Klusia zasługuje na najlepszy domek pod słońcem jest faktem niezaprzeczalnym i bezspornym.

z kocim pozdrowieniem,
Klusia i jej opiekunka.

***********************

Aktualizacja 30.11.2012 r.

Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?

Dziś jest szczególny dzień. Szczególny dla Kluseczeki, szczególny Jej opiekunki Pauliny, szczególny dla nas i wszystkich, którym na niej zależy. Mamy wyniki badań histopatologicznych wyciętego guza – to naczyniak limfatyczny – całkowicie niezłośliwy! A na dodatek usunięty w całości! Czyż mogą być lepsze wieści? Czyż mogłoby być lepiej? W tej sytuacji rokowania są jak najlepsze – guz nie dał przerzutów ani nie będzie już szkodził Klusi.

Kicia chyba wyczuwa mój dobry nastrój, bo po kilku dniach trochę gorszego  samopoczucia (całkowicie usprawiedliwionego) dziś wydaje się naprawdę wracać do żywych. Ona jest niesamowita. Rana ledwo zaczęła się zrastać a ona już domagała się zabaw. Czy jakiś inny kot jest równie twardy, odporny i niezłomny. Ona po prostu bierze życie jakim jest, zwłaszcza teraz, kiedy jest przed nią w ogóle perspektywa życia. Nie marudzi, nie skarży się, nie płacze? Z ogonkiem wyprężonym jak struna staje naprzeciw trudności i radzi sobie z nimi. Kluseczka to kot niezwykły, kot –  inspiracja. Może zresztą powinna mieć tak na imię?  Bardzo ładnie poprawił jej się apetyt ? jest niemal normalny, a mając na uwadze stłuszczenie jej wątroby niezwykle ważne jest to by jadła. Cieszy mnie, że udało nam się utrzymać jej wagę sprzed operacji ? 4 kilogramy. Zaczyna się zachowywać zupełnie normalnie – złości się na kubrak, protestuje przeciwko spędzaniu czasu w klatce wystawowej, usiłuje wskakiwać na kolana, zaczepia myszki do zabawy, zaprasza spojrzeniem do płatania figli Rana pooperacyjna goi się wręcz wzorowo. Wydaje się, że nie  ma żadnych powikłań po operacji. A przede wszystkim – powtórzę to jeszcze raz – guz został pożegnany na dobre. Już nie wróci, nigdy. Cieszę się, że los w końcu uśmiechnął się do Maluszka. Przeszła już tyle, że po prostu sobie na to zasłużyła. Dziękujemy bardzo za wszystkie zaciśnięte kciuki, za dobre myśli, za wsparcie finansowe. Tego ostatniego jak zwykle potrzeba troszkę więcej – wizyty u weterynarza, leki, kroplówki pochłaniają spore koszty. Każdy grosik wsparcia bardzo się w tej sytuacji przyda. Już tyle razy okazało się,  że te grosze i grosiki czynią cuda. Uczyńmy kolejny cud!

Bardzo dziękujemy za dotychczasowe wpłaty na leczenie Kluseczki. To spore koszty, jak napisała Paulina, ale bez tego nie moglibyśmy pomóc Klusi. Wciąż prosimy o wsparcie finansowe, bo rachunek w lecznicy jest naprawdę duży. Wpłat można dokonywać na nasze konto w Vivie!

38 1370 1109 0000 1706 4838 7307
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa

Będziemy wdzięczni za każdą złotówkę.

Dziękujemy!

***********************

Aktualizacja 21.11.2012 r.

Kluseczka miała dziś operację wycięcia nowotworu – przebiegła sprawnie i bez komplikacji chociaż  trwała bardzo długo, bo niemal 3 godziny. Na szczęście Kluseczka wybudziła się bez problemu. Biedna kicia ma na brzuszku ranę długości 6 centymetrów – tak duże cięcie musiał wykonać chirurg. Wydaje się jednak, że nic nie może jej złamać, bo już 4 godziny po zabiegu (jeszcze w lecznicy, gdzie została na standardowej obserwacji) zjadła całą saszetkę applaws.

Kiedy przyjechałam po nią do lecznicy łzy  same mi się zakręciły w oczach – taki mały biedny chorutek a taki dzielny. Gdy ją zobaczyłam siedziała zamknięta w klatce. Ubrana w zielony pooperacyjny kubraczek. Na mój widok zaczęła tańczyć i łasić się do prętów klatki. Wołał mnie głośno bym zabrała ją już do domu. Stawiła czoła chorobie i wygrała.  Mam przynajmniej taką nadzieję, ponieważ na wyniki badań histo-patologcznych wyciętego guza trzeba będzie jeszcze poczekać. Zarówno lekarze jak i technicy podkreślali, że była niesamowicie grzeczna i dzielna. Doskonale poradziła sobie ze stresem i nieprzyjemną dla niej sytuacją. Nie mogę uwierzyć jak w takim małym ciałku (zaledwie 4 kilogramy) mieści się taka ogromna wola życia. Jeszcze bardziej zdziwiłam się po powrocie do mieszkania. Spodziewałam się mieć pod opieką kota obolałego, chorego,  nie mającego na nic ochoty, potrzebującego specjalnej troski, a tymczasem, jak tylko postawiłam ją na własnych łapkach zażądała jedzenia! Po jedzeniu bez ceregieli poprosiła by wziąć ją na kolana i miziać! skąd ona bierze na to siłę. Skąd tak wielka u niej wola przetrwania? Pewnie jeszcze długo będę szukać odpowiedzi na te pytania a tymczasem nie zostaje mi nic innego jak poprosić Was o trzymanie kciuków za Malucha. Wydaje się, że ona radzi sobie rewelacyjnie, ale pierwsze trzy doby to zawsze  czas szczególnego ryzyka. Zwłaszcza dla kota, który tak jak ona był bardzo osłabiony i chory przed operacją. Mogę więc się tylko cieszyć, że operacja się udała i trzymać kciuki za Kluskę oraz za wyniki badań by okazało się, że guz jest niezłośliwy.

Mam nadzieję, a właściwie wiem, że Kluseczka może liczyć na wsparcie w takiej sytuacji.  Ona już właściwie wygrała. Ona zrobiła najwięcej ile mogła. Teraz musimy tylko pomóc jej przejść proces rekonwalescencji i wpierać ją dobrą energią, ale i lekami oraz karmą najlepszej jakości. Ze względu na wysokie koszty operacji proszę o nawet symboliczne wpłaty na konto Kluseczki  – jej praca się skończyła. Poradziła sobie zdumiewająco dobrze, jak na kota z takimi deficytami zdrowotnymi wręcz  rewelacyjnie. Teraz musi mieć tylko spokój i warunki by wyzdrowieć do końca.

**********************

Aktualizacja 19.11.2012 r.

Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?

Kluseczka – to okaz zdrowia. Tak powiedziałby każdy kto nie zna jej historii. Nie widać po niej choroby – nowotworu wątroby, który zjada ją od środka. Kluseczka jest kotem bardzo pogodnym i potrafiącym czerpać radość z życia. Przeszła już długą drogę – od stanu wyniszczenia na granicy śmierci do stanu szczęśliwego czterokilogramowego łobuziaka,
który potrafi nie tylko po kociemu psocić, ale przede wszystkim kochać człowieka.  Kluseczka ma szansę na pełne wyzdrowienie – jej własny człowiek, kiedy już się znajdzie, będzie mógł cieszyć się jej towarzystwem jeszcze przez długie lata. Przed nami jeszcze ostatni krok by urzeczywistnić ten plan – operacja wycięcia płata wątroby wraz z guzem. Kluseczka była na kontroli u dr Jagielskiego i sam doktor stwierdził, że na usg wątroba jest piękna. Nie ma już stłuszczenia, które wcześniej zagrażało jej życiu, nie ma przerzutów . Jeśli operacja się powiedziecie to będzie znaczyło, że wygraliśmy wszyscy. Nie tylko Kluska, ale wszyscy, którzy wpierali nas dobrym słowem, ciepłą myślą i grosikiem lub dwoma.  Klusia jest w naprawdę świetnej kondycji. Zjada z apetytem co jej do pyszczka wpadnie – nie tylko w dzień, ale i w nocy. Bawi się jak mały tygrys – tropi zabawki przemykając się brzuchem przy ziemi, zaczaja się na nieświadome niczego myszki zza zasłony wyskakuje dziko w górę w pogoni za piórkami, zagryza z pasją gumowe jeże…a po wszystkich szaleństwach zasłużonych odpoczynek i mizianko na ludzkich kolanach.  Jak się człowiek dobrze sprawi i zadba o pełną miskę i czystą kuwetę to nawet dostanie buziaka prosto w nos. Albo zostanie w niego polizany szorstkim jęzorkiem. Kluseczka więc wykonała wielką pracę zdrowiejąc, ale jeszcze trochę trzeba jej pomóc. Trzymajcie więc kciuki za operację. Niestety taki zabieg do tanich nie należy – będzie kosztował ok. 800 zł.  Dlatego bardzo prosimy w imieniu Klusi o wsparcie finansowe. Każda złotówka to dar długiego i szczęśliwego życia dla Kluseczki – to pieniądze nie zmarnowane a  zainwestowane w jej przyszłość dzięki Waszej dobroci. To ostatni wysiłek jaki należy podjąć, by ocalić jej życia. Czy Kluseczka może na Was ponownie liczyć?

**********************

Aktualizacja 16.11.2012 r.

Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?

Kluseczka jest cudownym kotem i przy tym bardzo dzielnym. Walczy, naprawdę walczy o siebie i zdecydowanie widać efekty. Jesteśmy już po wizycie kontrolnej. Wyniki biochemiczne krwi są idealne! Kot, który zmaga się z nowotworem wątroby ma wyniki, które świadczą o tym, że funkcjonuje ona zupełnie normalnie. Nie mogłoby być lepiej – ogromnie się cieszymy! Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy kibicują Klusi – na pewno przyczyniła się do tego Wasza dobra energia. A przede wszystkim oczywiście wola walki i chęć życia Klusi. W związku z takim obrotem sprawy dr Jagielski zarządził za dwa tygodnie kolejną wizytę kontrolną podczas której zdecyduje o terminie operacji usunięcia płata wątroby i nowotworu. Przed operacją zrobimy jeszcze usg – i tu bardzo ważne by trzymać tak mocno kciuki jak nigdy do tej pory – oby usg nie wykazało żadnych przerzutów. Wprawdzie ich istnienie jest  minimalnie prawdopodobne, ponieważ koteczka czuje się wręcz rewelacyjnie, a gdyby guz był złośliwy i istniały inne zmiany na pewno czułaby się o wiele gorzej, ale pewne ryzyka istnieje zawsze i trzeba brać je pod uwagę. Dlatego – kciuki, kciuki i jeszcze i raz
kciuki.

Wyjaśniła się także sprawa zmian na skórze – musiały być spowodowane przez nową karmę. Zjadła tylko jedną porcję i po jej wycofaniu zmiany znacznie się złagodziły – już nic nie piecze, nie swędzi i nie drażni. Zostały tylko strupki, które dr Jagielski polecił obserwować, ale uważa, że nie są groźne. Czekamy więc by zaczęło tam pięknie odrastać futerko. A trzeba przyznać, że futerko jest czarne jak noc, jak smoła, jak węgiel – można by definiować pojęcie koloru czarnego  pokazując zdjęcia Kluseczki. Przepiękne lśniące, „puchate” futerko to jej wielki atut – piękne mimo, że jeszcze nie wszędzie odrosło np. w miejscach wygolonych do badań. Na tym czarnym tle ogromne świetliste żółtozielone oczy wyglądają naprawdę pięknie – Kluseczka ma zadatki na prawdziwą piękność.

Uszka to jedyna sprawa, poza nowotworem, która jeszcze nie jest na zadowalającym poziomie. Świerzb nie chce odpuścić i cały czas z nim walczymy. Zmiany grzybicze również zajmują coraz większą powierzchnię – przy czym prawe uszko jest gorsze. Ale Paulina nie załamuje się tymi problemami – wszystko da się  wyleczyć, potrzeba tylko czasu. I kochającego domu – wierzymy mocno, że gdy pokonamy już problemy zdrowotne taki się znajdzie. Bo taki kot w domu jak Kluseczka to skarb – potrafi być żywym srebrem,  które musi wejść do każdej szafy, sprawdzić jak to się dzieje, że leci woda z kranu. Potrafi być także słodkim leniem, który przesypia 3/4 dnia i budzi się tylko po to by coś przegryźć i ewentualnie wystawić coraz okrąglejszy brzuszek do głaskania. Potrafi być też kotem charakternikiem, który pacnie łapką i pokaże ząbki by udowodnić, że nie da sobie w kaszę dmuchać i jeśli ona leży na kołdrze to nikt inny, a zwłaszcza człowiek, nie ma prawa jej z tej kołdry ruszać dopóki ona sama na to nie  pozwoli . Potrafi być miziakiem, który opiera się przednimi łapkami o człowieka, patrzy rozbrajającym wzrokiem  i prosi by wziąć ją na
kolana i miziać, miziać, miziać…
Kluseczka to  prawdziwy kot. I potrzebuje pomocy. Dlatego prosimy o mały
grosik wsparcia, bo tyle się już udało zrobić. I mamy nadzieję, że uda
się zrobić o wiele więcej- Kluseczka wyzdrowieje i będzie szczęśliwym
kotem z własnym człowiekiem i domem.

*********************

Aktualizacja 8.11.2012 r.

Kluska waży już 3,80 kg, czyli o 1,30 kg więcej niż w chwili przybycia do Pauliny. Apetyt dopisuje, ale kotka jest bardzo wybredna i ciężko ją namówić do jedzenia. Ma ochotę się bawić i siłę, aby złościć się w lecznicy. Klusia zaczęła się tez normalnie myć, czego kompletnie zaniechała będąc w schronisku. Trudno tylko z nią współpracować podczas wizyt lekarskich i podawania leków w domu oraz przy zabiegach pielęgnacyjnych, bo ma już zdecydowanie dość.

Kluseczka miewa się dobrze. To naprawdę kochany i uroczy kot  – kot, który zdecydowanie chce żyć i być z człowiekiem. Zachowuje przy tym koci charakter – pozwala tylko na to na co sama ma ochotę. Cieszy mnie ta zmiana – nadal potrafi być kocim przylepą i niezwykłm miziakiem, ale odzyskuje też samodzielność i własne zdanie. Koteczka potrafi bez problemu odnaleźć się w nowym środowisku  – zabrałąm ją ostatnio do domu i już po kilku minutach od opuszczenia transportera żwawo zwiedzała wszystkie kąty. Ten kot nie boi się niczego – mogła się przekonać o tym moja suka owczarka niemieckiego Sonia, która chcąc się kurtuazyjnie przywitać z puchatym gościem musiała się szybko wycofać pod naporem syków i groźnego warczenia naszego małego chucherka. Zdecydowanie Kluseczka nie jest kotem, który da sobie dmuchać w kaszę i jasno stawia granice. Kluseczka niewątpliwie jest twarda – mam nadzieję, że dzięki temu uda jej się wyjść na prostą. Niestety do jej problemów ze zdrowiem, czyli nowotworu wątroby i leczonego stłuszczenia wątroby doszły nowe. Na skórze pojawiły się charakterystyczne „hot spoty” – łyse miejsca po wylizanej sierści pokryte zaognionymi strupkami. Na razie nie ma zbyt wiele tych zmian – głównie na plecach, ale obawiam się, że może to być objaw alergii pokarmowej. Jutro idziemy do dr Jagielskiego – być może doktor zadecyduje o powtórzeniu usg i badań krwi. Dowiemy się zatem co się dzieje w brzuszku – jak wygląda wątroba, nowotwór, czy są przerzuty… Te informacje pomogą podjąć decyzję o ewentualnej operacji. Bardzo liczymy w związku z tym na trzymanie kciuków i przesyłanie dobrej, pozytywnej energii. Kluseczka jest żywym kotkiem uwielbiającym się bawić i wystawiać brzuszek do głąskania, ale cały czas to kot chory, który dopiero podnosi się ze stanu wyniszczenia. Futerko bardzo się poprawiło – stało się miękkie, błyszczące i ładnie odrasta w miejscach, gdzie wcześniej były strupy po uczuleniu na pchły.
Z jednej strony wydaje się, że wszystko idzie ku dobremu – apetety dopisuje i energia zdecydowanie jest a z drugiej strony nowe problemy ze skórą i postępującymi zmianami, pradopodobnie grzybiczymi , na uszkach dodają tylko nowych zmartwień…

Mocno wierzymy, że uda się Kluseczkę wyleczyć ze wszystkich jej dolegliwości
Bardzo prosimy o kciuki i wsparcie. Również finansowe – każdy grosik zbliża Kluseczkę do wyzdrowienia. Do stania się szczęśliwym kotem. Pomóżmy jej w tym, bo naprawdę na to zasługuje.

Kluseczka jest najsłodszym kotem świata  – musi jej się udać.

Aktualizacja 25.10.2012 r.

Co słychać u Klusi?

Po dwóch tygodniach intensywnego leczenia, codzienne, kilkugodzinne kroplówki, niezliczone zastrzyki, zabiegi diagnostyczne. Kotunia wraca do żywych. Dosłownie. Chociaż to wciąż kotka bardzo chora i słaba jest rozczulająco dzielna. Bardzo spokojnie znosiła wszystkie zabiegi medyczne. Dopiero niedawno zaczęła okazywać swoje poirytowanie, ale wszyscy przyjmujemy to za dobrą monetę i bardzo cieszymy się, że powraca do normalnych kocich zachowań.  W domu potrafi być przesłodkim przytulakiem śpiącym z człowiekiem w Łóżku, a raczej na człowieku, ale też i małą czarną panterą polującą na wędkę z piórkami. Ważne jest również to, że w końcu je samodzielnie i to w ilościach, które pozwalają jej przybierać na wadze. Wszak tylko kot szczęśliwy bawi się w nowym, nieznanym jeszcze dobrze miejscu. Każdy wysiłek z jej strony to dowód, że jest coraz lepiej, że ona chce żyć. My, ludzie musimy jej tylko trochę w tym pomóc. Obecnie kocia jest pod opieką lekarza onkologa uznawanego za najlepszego specjalistę w kraju. Leczenie kontynuowane jest w domu, gdzie dostaje kroplówki i zastrzyki. Jeśli w dalszym ciągu będzie robić takie postępy jak do tej pory prawdopodobnie będzie możliwe przeprowadzenie operacji chirurgicznego usunięcia guza. Kluseczka wróci do zdrowia. Dotychczasowe leczenie przyniosły rewelacyjne efekty, najnowsze wyniki krwi dowodzą, że wątroba w końcu pracuje niemal normalnie. Nieco podwyższony jest tylko jeden wskaźnik AspAT.

Dziś (19.10) długo spała schowana w łóżku i na krześle w kuchni – biorę to za dobry znak, ponieważ dziewczyny na początku pisały, że kiedy się lepiej czuła ( na początku pobytu w schronie) nie chciała wcale tak bardzo do człowieka. I chociaż teraz leży mi na kolanach to w ciągu dnia jakby nie było kota – mam nadzieję, że ta potrzeba własnej przestrzeni jest właśnie znakiem powrotu do normalności. Gdy czuła się naprawdę fatalnie zaraz po przyjeździe – wtedy się niesamowicie lepiła do mnie, a dziś już jakby mniej – oby był to właśnie jak najlepszy znak. ale znów… nie chcę rozbudzać fałszywych nadziei… już sama nie wiem czy poprawa naprawdę jest, czy ja chcę widzieć tę poprawę….

Aha i drapanie kartonów – to zdecydowanie jest fajne! zwłaszcza o 3 nad ranem. Na szczęście pazury są już obcięte, ale mimo to szuranie jest głośniejsze niż bym chciała.
Kluseczka jest zdecydowanie kotem dla każdego death albo blackmetala – septic flesh na głośnikach a ona… mruczy!
Co do wizyty na Białobrzeskiej to wybieramy się w poniedziałek (22.10.12) na 11:30. co prawda dalej z listy dodatkowej, ale mam nadzieję, że wejdziemy.

i po wizycie:

w końcu przyszły wyniki –
w badaniach krwi brak istotnych nieprawidłowości w badaniach biochemicznych!!!!!!!! czyli na mój rozum jest dobrze! wszystkie wyniki w pięknej normie.oprócz AspAT – bo jest 56 a norma to 44.Oczywiście pełna lista zaleceń co do dalszego podawania leków, ale to wszystko już w domu – żegnajcie wielogodzinne kroplówy, wystawanie godzinami w lecznicy, kłucie łapek wenflonami. O matko – tak się cieszę, że nie wiem co napisać. muszę ochłonąć – jest szansa, naprawdę zaczyna ona nabierać jakichś realnych kształtów.
Byle by tylko kot jadł i nabierał sił, a będzie dobrze.

Nie zapominajmy jednak, że jeszcze  2 tygodnie temu ten kot był o krok od śmierci. By kontynuować leczenie potrzebne jest Państwa wsparcie, dobre myśli, zaciśnięte kciuki, kilka groszy przelane na konto Fundacji lub przy zakupie cegiełek na allegro może przyczynić się do tego, że stanie się cud. Kolejne kruche kocie życie zostanie uratowane. Dotychczasowe koszty leczenia wynoszą już blisko 1000 zł.  Planowana w przyszłości operacja i proces rekonwalescencji z pewnością także wygenerują spore koszty. Dlatego bardzo, bardzo prosimy o pomoc i  wsparcie.  Kluseczka chce żyć!

Widać to w jej niezwykłych oczach wpatrzonych w człowieka, słychać w mruczenia, kiedy zasypia na moich kolanach. Trzeba tylko trochę dobrej woli.

 ***********************

Aktualizacja: 18.10.2012 r.

Kluseczka przytyła od piątku 300g! waży teraz całe 2 800 g.  To niewiele – kotek to nadal skóra i kości, ale przynajmniej nie schudła.Kluseczka dużo spi i dużo odpoczywa, ale zdarzają się chwile, że jest bardzo aktywna – chodzi po mieszkaniu, ociera sie o nogi, głośno domaga jedzenia i uwagi. Z apetytem jest różnie – kicia próbuje jeść ale nie zjada jeszcze tyle ile powinna. Dziś na kroplówce to już nie był to ten sam kotek, tylko kotek z pazurem. absolutnie nie chciała leżeć w transporterze ani u mnie na kolanach – kazała się nosić na rękach i pokazywać lecznicę. Biorę to za dobry znak. Gdy czuła się naprawdę fatalnie zaraz po przyjeździe – wtedy się niesamowicie lepiła do mnie. a dziś już jakby mniej – oby była właśnie oznaka powrotu do zdrowia i normalności.

***********************

Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?
Co słychać u Klusi?

Kluseczka trafiła do schroniska w lipcu tego roku.
Kompletnie nie radziła sobie w warunkach schroniskowych, grubiutka, zadbana koteczka szybciutko podupadała na zdrowiu.
We wrześniu wyglądała już bardzo źle.
To opis jej stanu:
Kluska bardzo źle wygląda, to skóra i kości, tego nie widać na zdjęciach, bo futerko gęste i takie trochę dłuższe – maskuje tę potworną chudość i wystający kręgosłup, nie chce jeść, zaniedbana strasznie, widać, że zaniechała toaletę już dawno. Zabiega o względy człowieka i chce nawet na kolana, kiedyś się nie spoufalała tak bardzo, teraz widać, że szuka kontaktu, ratunku. Jest bardzo słaba, nie ma siły utrzymać główki, nie wiadomo co jej jest, to może być wszystko. Dostaje kroplówki, niestety podskórne, bo wenflonu nie udało sie założyć, może coś wyniki krwi powiedzą…
W czwartek Kluseczka pojechała do domu tymczasowego, to dla niej jedyna szansa na badania, pełną diagnostykę, kompleksowe leczenie. W piątek miała zrobione USG i badania, niestety wieści nie są dobre:
USG wykazało zmianę nowotworową 2cm na 2,5 w płacie wątroby + rozległe zmiany, na oko weterynarza to zmiana złośliwa. Na razie biopsja wykluczona, ewentualnie operacja – jeśli coś w tej wątrobie funkcjonuje. Brak innych guzów, nerki dobre. Do tego grzybica i podejrzenie zmiany nowotworowej na skórze. Dokładniejsze badania później, na razie trzeba ratować wątrobę.
USG, badania, leki, zabiegi, konsultacje u kolejnych specjalistów, specjalistyczna karma, to wszystko ogromne koszty. Musimy wspomóc dom tymczasowy finansowo, jedna osoba nie jest w stanie udźwignąć takiego obciążenia finansowego. Dlatego wystawiamy tą aukcje cegiełkową.

Bardzo prosimy Państwa o wsparcie finansowe dla Kluseczki. Ona bardzo teraz tego potrzebuje – podobnie jak kciuków i ciepłych myśli. Wiara czyni cuda i wierzymy, że wspólnie uda nam się uratować Kluseczkę, dać jej jeszcze kilka tygodni, miesięcy a może i lat szczęśliwego życia we własnym domu . Zrobimy wszystko co w naszej mocy żeby Kluseczce pomóc.

Jeśli chcieliby Państwo pomóc Kluseczce w powrocie do zdrowia, prosimy o bezpośrednie wpłaty na konto:

38 1370 1109 0000 1706 4838 7307
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa

Będziemy wdzięczni za każdą złotówkę.

Dziękujemy!