Kolejna akcja sterylizacji – zakończona
Zgłoszenie z Bałut: cztery koty – jedna matka i jej dorastające dziecko, mieszkają w piwnicy bloku, dwa inne koty – widywane codziennie po drugiej stronie wąskiej uliczki. Wszystkie dokarmiane, zadbane ale niewysterylizowane. Czy możemy pomóc? Ano możemy. Wizytujemy piwnicę razem z karmicielką, która przysłała zgłoszenie.
Kotooporni sąsiedzi zamykają okienka, demontując nawet klamki, aby nie dało się ich otworzyć i wyrzucają miseczki. Stawiamy klatkę z pyszną wątróbką. Po dwóch godzinach kontrola – nic z tego. Karmicielka zobowiązuje się do pilnowania klatki, dowiezie też to co złapie do wskazanej lecznicy. Wieczorem telefon: jest! Jest kotka-matka! Już zawieziona na zabieg. Na drugi dzień rano – w klatce siedzi koci podlotek. Jak się okazuje – płci żeńskiej. Czyli mieszkańcy piwnicy opanowani. Pozostają dwa koty „zewnętrzne”. Ze względu na panujące mrozy odkładamy łapanie na kilka dni, w końcu stanie o 6 rano na kilkunastostopniowym mrozie to naprawdę przesada. Ale karmicielka jest twarda, pożycza klatkę i ponownie próbuje. Udaje się w przedświąteczny weekend – jakby na zamówienie – najpierw jeden kot, godzinę później kolejny. Tym razem to kocurki. Zaprzyjaźniona lecznica zgadza się przyjąć pacjentów mimo że jutro już Wielkanoc. Chłopcy wykastrowani, zdrowi, wolnożyjący. Po krótkim odpoczynku – wracają do siebie.
Udało się. Dzięki karmicielce i jej mężowi. Pani Jolu, bardzo dziękujemy!



