Notatki z życia łapacza…

Notatki z życia łapacza...

Sterylizacje, łapanki… zaczęło się… Zima minęła, przyszła wiosna – a z nią – radość, energia i… kocie harce :)
Wiedząc, że sterylizacja kotów wolno żyjących jest jedyną metodą kontrolowania populacji i polepszania warunków bytowania kotów dzikich – my też zaczęliśmy.
By te kocie harce były beztroskie i nie przysparzały kotom cierpień. Oto jedynie dwa dni z wielu im podobnych – dwa dni z życia łapacza ;)

„Sezon 2013 rozpoczęłam na Kozinach, naprzeciwko Makro na prośbę pani, która ma od nas koteczkę.
3-4  kwietnia:
Poszło w sumie ładnie, jednak kotka wepchnięta do kontenera – Malinka, druga całkiem dzika Pela złapana w łapkę. Następnego dnia p. Dorota złapała na ręce, spakowała w kontener i zawiozła do lecznicy brata Malinki – Florka. Została tam jeszcze jedna kotka – Skarpetka, będziemy próbowały dalej. Obyło się w sumie bez atrakcji, oprócz pani emerytki karmicielki, która nam asystowała i udzielała rad, że kota z łapki to bezpieczniej przełożyć w samochodzie, bo inaczej ucieknie – taaa, tylko nie powiedziała co mam zrobić jak ucieknie w samochodzie… Rozczulił mnie za to powrót kotów na podwórko. Odwiozłam je w niedzielę przed południem. Na podwórku czekał wcześniej wykastrowany kocur Józuś. Peja, jak to dzik, poszła w długą, za to młodzież została cudnie przywitana przez wujka Józka – polizał po mordkach, obwąchał, no pewnie jakby umiał, to by przytulił. Śliczny to był widok.
16 kwietnia: Przyszedł w końcu czas na mój wyrzut sumienia, czyli koty na moim osiedlu, na terenie gazowni. Łapać zaczęły MaPi i Klempusia, miało być 6 kotów… Nie wiem ile ich jest ale na moje oko kilkanaście. Dwa mioty jesienne, takie jeszcze kocie podrostki, jeden model czarno-biały, dwa przecudne pingwiny, plus koty starsze. Złapałyśmy dziś trzy, jeden kocurek, a dwa pozostałe, to się jutro wyda.
Z ciekawostek dowiedziałyśmy się, że:
Kotów w domu się nie trzyma, bo śmierdzą – mądrość jednej pani.
Kotów nam absolutnie nie wolno łapać, bo nie. Tak krzyczał jeden pan, który wyskoczył z tekstem „czy my wiemy kto on jest” – no nie wiedziałyśmy, to nas objaśnił, ze byłym funkcjonariuszem służby drogowej. Trzykrotnie się upewniał, że życzymy sobie, by zaraz zadzwonił do komendanta (komendanta czego to się nie dowiedziałyśmy), Ewa się upierała by dzwonił, to jakoś całkiem nagle przestał krzyczeć, ale potem nam próbował straszyć koty dziwnymi dźwiękami z domofonu. Po występie pana, gdy zniknął z horyzontu otworzyło się okno na parterze i młoda dziewczyna, upewniwszy się, w jakim celu koty łapiemy skomentowała: „panie się nie przejmują, to wariat… „.
Na koniec poznałyśmy panią, która się tą gromadą opiekuje jakoś bardziej (bo karmią chyba wszyscy) m.in. lecząc i udostępniając im na zimę piwnicę. Pani miła, ucieszyła się z łapanek i sterylek.
Szczęśliwie wiele osób reagowało pozytywnie jak wyjaśniałyśmy co robimy. No cóż – zostanę gwiazdą osiedla, bo tu jest taki grajdoł, że wszyscy wszystko wiedzą :))
Ania” 

To tylko dwa dni. Dwa dni ciężkiej pracy. Pracy, która jednak daje ogromną satysfakcję ze zrobienia czegoś pożytecznego, a przy tym – dostarcza fajnych wspomnień i wielu chwil wzruszeń.
Mamy nadzieję, że i Państwu się te opowieści spodobają :)