Nerkowy Dyzio zwany Torcikiem – został we Wrocławiu na stałe :)

Nerkowy Dyzio zwany Torcikiem - został we Wrocławiu na stałe :)

Aktualizacja: 07.07.2013
Dziś Dyzio zmienił lokum – pojechał w wielką podróż do domu tymczasowego do Wrocławia. W tymczasowym domu poczuł się od razu jak u siebie :) Jeśli wszystko dobrze pójdzie, na przełomie sierpnia i września odbędzie kolejną podróż – tym razem do Warszawy do domu stałego. Trzymajcie kciuki!

Aktualizacja: 29.06.2013

Dyzio nadal u nas. Miał jechać do domu tymczasowego do Wrocławia, ale niestety wyjazd się przesunie – u Dyzia pojawiła się grzybica. Leczymy…

Nadal dostaje swoje leki „na nerki” i karmę leczniczą.

Gdyby Ktoś zechciał wesprzeć leczenie i pobyt Dyziau nas, bedziemy wdzieczni za każdą złotówkę.

Wpłaty dla Dyzia Torcika możecie Państwo przekazywać na nasze konto:

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!

ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a

03-772 Warszawa

tytułem: darowizna dla Dyzia Torcika

Aktualizacja: 16.06.2013

Już przeszło 2 miesiąca, jak Dyzio jest u nas. Dyzio ma dość klatki i zamknięcia. Dyzio chce na słoneczko, na dwór. Albo chociaż balkon.
Bardzo płacze. Aż się serce kraje…
Dziś próbował sforsować siatkowe zabezpieczenie okienka, przegryźć druty.

Patrzy się na mnie i co mam zrobić? Jak mam mu wytłumaczyć, że jeszcze trzeba poczekać, że dom się znajdzie.
Nikt o Dyzia nie pyta. Nikt go nie chce. Patrzy się w okienko, i na mnie, i płacze… A to taki fajny, miły, spokojny kot.

Jego płacz śni mi się po nocy. Jak wyrzut sumienia. Bo przecież obiecałam mu dom i zieloną trawkę, i słońce…

Aktualizacja: 31.05.2013

Dyzio doczekał się wreszcie zabiegu kastracji, co powinno zachęcić potencjalny domek ;) Wykonane zostały też badania kontrolne krwi – wyniki są bardzo dobre. Czyli jego obecny stan zdrowia jest całkowicie ustabilizowany, a kocio poza dietą nerkową i codzienną porcją leków zjadanych w karmie (lub wołowince) – nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów. Miły i spokojny. I tylko domku ani widu ani słychu…

Aktualizacja: 21.05.2013 r.

15 maja Dyzio zamieszkał  w lokalu fundacyjnym KOTYliona, gdzie ma teraz większą klatkę i piętrową budkę ale to nadal nie jest dom.
Niestety to pomieszczenie poniżej gruntu więc jest tam chłodno, temperatura to 17-18 stopni, a Dyzio ma chore nerki i najlepiej by było żeby wygrzewał się już w domku na parapecie na słoneczku.

Dyzio Torcik tak bardzo chciałby już zapomnieć o klatce i wtulić się w swojego człowieka.
Jego stan jest stabilny, może zamieszkać w domu, korzysta z kuwety.

Bardzo bardzo prosimy o dobry dom dla Dyzia.

Ten łagodny, ufny, około 6-letni kot bardzo potrzebuje kochających,
mądrych, odpowiedzialnych opiekunów, którzy zapewnią mu oprócz miłości
także karmę nerkową i leki, które są podawane z karmą.

Gdyby Ktoś zechciał wesprzeć leczenie Dyzia i uregulowanie rachunku za jego pobyt w lecznicy, bedziemy wdzieczni za każdą złotówkę.

Wpłaty dla Dyzia Torcika możecie Państwo przekazywać na nasze konto:
95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa

tytułem: darowizna dla Dyzia Torcika

Aktualizacja: 13.05.2013 r.

Słodki Dyzio Torcik już od ponad miesiąca jest w lecznicy, w małej klatce.
Ma wspaniałą opiekę, jest karmiony, głaskany i przytulany,ale marzy o prawdziwym domu.
Bardzo prosimy o dobry dom dla Dyzia Torcika.

Ten łagodny około 6-letni kot bardzo potrzebuje kochających, mądrych, odpowiedzialnych opiekunów, którzy zapewnią mu oprócz miłości także karmę nerkową i leki, które są podawane z karmą.

Przed wydaniem do domu Dyzio zostanie wykastrowany.”
Przy adopcji będzie podpisywana umowa adopcyjna.

Jeśli marzy Ci się słodki Torcik – Dyzio Torcik –  zadzwoń lub napisz do Renaty:
kontakt:
tel. 888 14 88 10
e-mail: [email protected]

25.04 2013 r.

Czasem trzeba stracić dom i do tego prawie stracić życie, by móc zacząć wszystko od nowa? Najważniejsze to jednak spotkać na swojej drodze kogoś, kto będzie chciał Ci w tym pomóc. Czasem wystarczy jedna osoba, a czasem musi być to lawina osób o dobrych sercach.  Renata z Tomkiem, ich sąsiedzi, Pan Dozorca, Panie Doktor – poruszyli górę tej lawiny. Wierzymy, że teraz wszystko zacznie się toczyć tak jak powinno, ale to od Państwa zależy, czy się uda i uratujemy Dyzia Torcika. Oto jego historia opowiedziana nam przez Renatkę

Dyzio to piękny, duży szaro-bury kot,
który pojawił się nie wiadomo skąd w lecie 2012 roku pod naszym blokiem.
Najpierw przychodził do naszej piwnicy na jedzenie do Ami o pomarańczowych oczach,
potem gdy jej kocięta zaczęły same jeść też jadł razem z nimi, był wobec nich łagodny, nie bały się go.

Na początku naszej znajomości Dyzio szybciutko uciekał gdy wchodziłam do piwnicy. Gdy zorientował się, że przynoszę jedzonko i mam tylko dobre zamiary,wciąż wyskakiwał przez okienko ale już nie uciekał daleko
tylko spokojnie siedział i pozwalał się głaskać przez okienko.
Nie wiedziałam jak zareaguje na głaskanie, na ruch dłoni ale to słodki, miły kot.
Stąd drugie imię – Torcik
Łudziłam się, że może jest wychodzący ale był w piwnicy o każdej porze – w nocy, rano, w dzień …

Na jesieni Ami i jej kocięta znalazły domy a Dyzio nadal przychodził na jedzenie i zajął miejsce Ami w cieplejszej piwnicy sąsiadki, gdzie miał pudełko z ciepłymi sweterkami.

Kiedy zaczęła się zima okazało się, że Dyzio ze swoją kocią przyjaciółką wysterylizowaną dymną Chudzinką z parkingu zamieszkali w ogrzewanej piwnicy w tzw. węźle ciepłowniczym. Nasz wspaniały pan dozorca, który lubi zwierzęta zostawiał im uchylne okienko i codziennie dawał w miseczce wodę, która w ciepłym pomieszczeniu nie zamarzała jak ta na dworze. Nasze zwierzolubne sąsiadki kilka razy dziennie karmiły Dyzia i Chudzinkę przed okienkiem. Koty wychodziły zawołane i zjadały zadowolone kocie przysmaki.
Oprócz tego i Dyzio i Chudzinka przychodziły też (szczególnie wieczorem i w nocy)
do kociej stołówki, w której zostawiałam suchą karmę dla nich i jeszcze dwóch opuszczonych kotów z parkingu Czarusi i Filipka (które nie podchodzą, są wysterylizowane i mają styropianowe budki).

Gdy pewnej nocy poszłam zostawić karmę zobaczyłam że budka-stołówka zniknęła znalazłam ją kilka metrów dalej a jak ją z powrotem ustawiłam na swoim miejscu na pocieszenie przyszedł do mnie Dyzio i nadstawiał główkę do głaskania.

Dyzio-Torcik to spokojny, ostrożny kot, jeśli kogoś nie zna – nie podchodzi, a gdy się do niego zbliża ktoś obcy – ucieka.

Pod koniec marca dowiedzieliśmy się od pana dozorcy, że kicia Chudzinka nie żyje umarła w tej ogrzewanej piwnicy a wcześniej pan dozorca mówił, że się śliniła. Dyzio spał wtedy przez kilka dni w piwnicy sąsiadki a potem przez 2 dni go nie widzieliśmy.

Gdy 8 kwietnia poszłam nasypać karmę do kociej stołówki zobaczyłam, że Dyzio siedzi w budce taki biedny, od razu było widać, że to coś poważnego i tulił się biedak do mnie …nawet teraz płaczę jak sobie go przypomnę przyszedł pomału pod okienko, zjadł trochę z saszetki i … też się ślinił razem z sąsiadką zdecydowałyśmy że nie ma na co czekać i trzeba go ratować poszłam po transporterek i modliłam się, żeby Dyzio był przed okienkiem i żeby udało się go zapakować do transporterka Dyzio niestety wszedł już do piwnicy ale gdy go zawołałam najpierw wysunęła się jedna łapka, potem druga a potem wyszedł cały Dyzio
chętnie zjadł po kawałku jedzonko i głaskany, pomalutku dzięki Bogu sam wszedł do transporterka.

Zaraz pojechaliśmy do lecznicy.
Pani Doktor powiedziała, że jeśli przeżyje tę noc, na drugi dzień będzie miał badanie krwi.
Dostał kroplówkę i został w lecznicy. Był przestraszony ale grzeczny.Przeżył noc a badania krwi wykazały, że nerki są uszkodzone, na szczęście wątroba w porządku.
Pani Doktor powiedziała, że nie jest tragicznie, że Dyzio ma apetyt i że może uda się go wyciągnąć za uszy z tego zatrucia.
Przez tydzień miał podawane kroplówki i leki przeciwbólowe. W tym czasie był regularnie głaskany przestał się ślinić i zaczął się sam myć. Drugie badanie krwi wykazało anemię i pogorszenie wyników nerkowych, co wskazało na przejście w stan przewlekłej niewydolności nerek.
Wiadomo, że to będzie kot specjalnej troski, powinien dostawać karmę dla kotów chorych na nerki i lekarstwa i oczywiście nie może wrócić do piwnicy
Dlatego bardzo proszę Was o pomoc w szukaniu dobrego domu dla Dyzia

bardzo chcielibyśmy mu pomóc ale nie możemy go zabrać do nas bo mamy już 10 zwierzaków

nie wiemy jak długo jeszcze Torcik będzie w lecznicy
wyraźnie lepiej wygląda i pomimo nie najlepszych wyników dobrze się czuje

niestety niezbyt dużo udało nam się zebrać na leczenie Dyzia wśród naszych sąsiadów bo zazwyczaj tak jest, że ci, którzy pomagają, sami niewiele mają martwimy się o dalsze losy Dyzia i o koszty leczenia
jeśli (co chyba nie będzie łatwe) znajdzie się dom tymczasowy lub stały konieczna będzie kastracja

jesteśmy bardzo wdzięczni obu wspaniałym paniom doktor
za troskliwą opiekę nad Torcikiem,
i za serdeczność i cierpliwość do nas

Dyzio Torcik trafił pod naszą finansową opiekę – bo nie możemy pozwolić na to, by tak kochani ludzie martwili się jeszcze za co Dyzia Torcika leczyć – wiemy, że dzięki Państwa pomocy, na którą zawsze możemy liczyć, uda nam się wspólnie Dyzia postawić na łapki i zapewnić mu wszystko czego potrzebuje. Pilnie szukamy dla niego troskliwego domu – może stanie się cud? Może lawina dobrych osób się nie zatrzyma i Dyzio Torcik będzie mógł być szczęśliwym, domowym kotem?

Gorąco prosimy o pomoc w szukaniu dla niego domu i wsparcie grosikiem na jego leczenie – Dyzio Torcik spotkał już tylu wspaniałych ludzi – nie przerywajmy tej lawiny dobrych serc!

Wpłaty dla Dyzia Torcika możecie Państwo przekazywać na nasze konto:
95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa

tytułem: darowizna dla Dyzia Torcika