Albercik, syn Ali Śnieżynki
Aktualizacja: 8.03.2014
Wczoraj byliśmy z Albercikiem na kontroli weterynaryjnej – antybiotyk odstawiamy, zostają tylko kropelki do oczek, bo jedno ciągle łzawi i jest zaczerwienione. Za jakiś tydzień będziemy szczepić chłopczyka. Tyle o zdrowiu :)
Paradoksalnie wczorajszy wyjazd do lekarza, podczas którego mały zwinął się w przerażoną kulkę w końcu transportera, chyba w sumie wyszedł na plus człowiekowi – po powrocie do domu przywitały kociaka znajome już zapachy i równie znajoma psia morda. Więc Albercik wyszedł z przenoski i … zamieszkał. Jeszcze nie przychodzi do łóżka, ale właśnie zupełnie bez stresu leży obok na kanapie :) Jako że ładna pogoda dziś – otworzyliśmy na chwilę okno – to wyjście do kociej woliery. Mieliśmy trochę obaw, że jak Albercik wyjdzie na dwór może być problem z jego zapędzeniem z powrotem do domu, ale gdzie tam! na moje wołanie z pokoju: „chłopcy, do domu” – najpierw pojawili się nasi koci rezydenci, a zaraz za nimi Albercik :) Chyba więc nie ma na co czekać, tylko robić listę chętnych do adopcji chłopaka :)
Albert dziś:
Ali już znacie, to Ali Śnieżynka. Kilka dni później pod naszą opiekę trafił jej synek Albert. Albercik ma dopiero 6 m-cy i mimo półgodzinnej kąpieli dalej wygląda jak siedem nieszczęść – futerko z wżartym brudem, łzawiące oczko, na szczęście choroba nie zdążyła zaatakować mocniej. Albercik ma pewne obawy co do ludzkiej obecności, ale z całą pewnością nie jest dzikuskiem – spokojnie daje się wziąć na ręce, nie prycha, nie syczy, taki wystraszony stworek. Dziś przeprowadził się z lecznicy do domu tymczasowego, na razie siedzi w klateczce, żeby przyzwyczaić się do odgłosów normalnego domu i do jego lokatorów, pies na razie go przeraża, ale mamy nadzieję, że w ciągu kilku dni Albert też zaufa psiakowi, tak jak koty-rezydenci i inne przebywające u nas tymczasy. Albercik jest oczywiście leczony, dostaje antybiotyki i cóż… już teraz czekamy na chętne do adopcji domki.
Nasz tymczasowy stworek – Albercik :)









