Co słychać u Szczocha i Hasanów?

Aktualizacja: 10.03.2014

Zimowisko chyba powoli dobiega końca…
Chłopaki z Sokolnik byli na dorocznym przeglądzie weterynaryjnym i na szczepieniu – szczepimy je co dwa lata razem ze wścieklizną – dla ich bezpieczeństwa, bo jednak większość roku spędzają jako koty wolno żyjące. Generalnie futrzaki czują się dobrze i chociaż nie stają się z roku na rok młodsi to raczej nic im nie dolega. Waga „biednych, bezdomnych kotków” też nie ulega zbytnim wahaniom, kto chce niech się dopatruje na zdjęciach ile ważą Czarni Bracia Hasany, a ja zdradzę tylko, że i tak Szczoszek jest najcięższy i waży 6,15 kg.
Pani Tereska już zarządziła na działce porządki pozimowe, szykują się miejscówki dla kocurów – domki, leżaczki, namiociki i takie tam…
Czekamy tylko by minęła kwarantanna po szczepieniu i temperatura w nocy ustabilizowała się choć kilka stopni powyżej zera, by nam się podopieczni z miejsca nie poprzeziębiali.

Aktualizacja: 12.01.2014

No i kolejna zima w hoteliku.
Tradycyjnie już z pierwszymi przymrozkami nasi podopieczni z Sokolnik przyjechali na przechowanie do hoteliku.
Kociska nadal w dobrej kondycji mimo prawdopodobnie nastu lat na karku. Jak zwykle rozmruczani i skorzy do głaskania i przytulania. Jak zwykle pchający się jeden przez drugiego do miski, bo przecież jedzenie to sens życia :)
Mimo mocno ograniczonego metrażu jakoś nie wyglądają na mocno niezadowolonych – spać, jeść, głaskać to chwilowo wszystko co wymagają od świata. Z czasem, jeśli zima tak jak w ubiegłym roku będzie trwała i trwała, pewnie zaczną się nudzić, ale to jeszcze trochę. Na razie trwa błogie lenistwo.
Czarni bracia są cały czas pod wirtualną opieką Kaliny i jej męża – bardzo za to dziękujemy!!!, dzięki ich regularnym, comiesięcznym wpłatom mamy zabezpieczone fundusze na opiekę weterynaryjną i częściowo na jedzenie.
Od p. Tereski, na działce której koty przebywają latem dostają regularnie „paczki” ze świeżym mięskiem.
Nie grozi im więc ani głód, ani chłód, ani brak pomocy weterynaryjnej w razie potrzeby (tak jak było np. ostatniego lata, gdy okazało się, że koty maja tasiemca – mogliśmy natychmiast wdrożyć odpowiednie leczenie)

Jeśli ktoś chciałby jeszcze dorzucić grosik na utrzymanie naszych podopiecznych, będziemy wdzieczni za każdą darowiznę – numer konta na dole strony.

Aktualizacja: 24.07.2013 r.

Co tu dużo pisać, zdjęcia mówią chyba same za siebie, Hasany i Szczoch maja na działce p. Teresy jak u Pana Boga za piecem. Chłopaki odpasione, zdrowe i zadowolone z życia.

Aktualizacja: 12.04.2013 r.

Chyba wreszcie nadciąga wiosna i nasi trzej podopieczni spędzający zimę w hoteliku będą mogli wrócić na własne włości w Sokolnikach.
Chłopaki nudzą się już koszmarnie i cokolwiek tyją … skoro jedzenie jest największa rozrywką …
W związku z tym, że panowie już nie są kocimi podlotkami pojechali przegląd do lecznicy. Mieli zrobione podstawowe badania krwi i zostali zaszczepienie przeciwko wściekliźnie.  Na przyszły rok pani doktor zapowiedziała remont paszcz, na razie nie ma jeszcze tragedii, ale super też nie jest. Część kamienia udało się usunąć na żywca, ale niestety nie wszystko.
Wyniki krwi wyszły bardzo przyzwoicie jak na koty w wieku nieznanym, mniej przyzwoite wskazania zaprezentowała lecznictwa waga: Szczoch 6,75 kg, chudszy Hasan 5,10 kg i grubszy Hasan  5,70 kg  czyli 17 i pół kilograma kotów do kochania !!! Trochę za dużo… ale jak wyjdą wreszcie na powietrze to może trochę tłuszczyku zgubią, przynajmniej mamy taką nadzieję. Może już w następny weekend wrócą wreszcie na działkę. Dopiero za ponad tydzień, bo w Sokolnikach zawsze dłużej leży śnieg i jest tam znacznie chłodniej niż w Łodzi.

11.01.2013 r.

Chłopaki doskonale znoszą pobyt w hoteliku. Jedzą, piją, śpią i jakoś nie narzekają, że snieg mogą ogladać tylko przez okienko, ba nawet nie nalegają by wyłazić z klatek nie raz i nie dwa Ewa musi ich wyganiać siłom i godnością by posprzątać.

No i przyjechali koloniści do naszego hoteliku :) , znacie ich, znacie https://kotylion.pl/wiesci-z-sokolnik/
Szczoch i bracia Hasany  tak jak w zeszłym roku z początkiem mrozów emigrowali z Sokolnik do Łodzi aby przezimować. Wielkie obawy ich opiekunki p. Tereski jak zwykle się nie sprawdziły. Obawy dotyczyły oczywiście zamieszkania w klatkach, „no bo przecież oni cały czas luzem na dworze, a teraz w takim strasznym zamknięciu” i wiecie co chłopaki na to? Po wypuszczeniu z transporterów sami się po tych klatkach rozlokowali z minami „no to teraz tu mieszkamy” i teraz wcale nie łatwo ich wygonić by rozprostowali trochę łapy.
Ogólnie kociska zdrowe, pięknie ofutrzone i zadbane dzięki p. Teresie i wirtualnym opiekunom.
Jeśli tylko zrobi się trochę jaśniej na świecie zaprezentujemy zdjęcia kolonistów, bo na razie fotografowanie czarnych kotów w ciemnym pomieszczeniu całkowicie mija się z celem.