Dzikus z podwórka – Zdzirka wróciła do siebie

Aktualizacja: 11.11.2014

No i wróciła Zdzirka na swoje podwórko.
Pod koniec pobytu w hoteliku przeszła jeszcze zabieg czyszczenia, a właściwie wyrywania ząbków, bo w pyszczku była katastrofa. Z dużym prawdopodobieństwem to również miało wpływ na tak kiepski ogólny stan koteczki.
Przed południem zawiozłyśmy Zdzirkę na jej teren, w asyście jednej z karmicielek – Małgosi oraz jednej z koteczek – rezydentek podwórka kotka została wypuszczona.
Otworzyłyśmy transporter i… nie jak zwykle sprint kota jak najdalej od „dręczyciel”. Wylazła spokojnie, chwilę pomyślała pod drzewem czy na nie wejść, ale nie, truchcikiem, nie nerwowo oddaliła się na podwórko przychodni zwiedzać kąty.
Wczesnym popołudniem Małgosia zadzwoniła: „Zdzirka po obiedzie całkiem wyluzowana wyleguje się na trawniku przed blokiem”.
I takie słowa są dla nas największą nagrodą za trud włożony w opiekę nad takim dzikuskiem.
Chcemy bardzo podziękować wszystkim, którzy wsparli finansowo leczenie tej kotusi. Tylko dzięki Państwa pomocy możemy pomóc kolejnemu i kolejnemu kotu.

Aktualizacja: 12.10.2014

Zdzirka nadal się leczy… Ponieważ po dwóch tygodniach podawania antybiotyku kotka wprawdzie przestała smarkać i „świstać”, to mimo ogromnego apetytu nadal nie przybierała na wadze pani weterynarz zdecydowała, że trzeba kotu zbadać krew. Przy dzikim kocie nie jest to łatwe, ale lekarki, które opiekują się kotami fundacyjnymi mają duża wprawę. Zdzirka została „spacyfikowana” przy pomocy koca i krew utoczona bez strat w ludziach i kotach. Z niepokojem czekałyśmy na wynik badań – niestety, pewne choroby nie dają szansy na w miarę komfortowe życie kota na wolności, a z kolei trzymanie dzikusa w klatce resztę jego życia nie ma najmniejszego sensu. Na szczęście okazało się, że tylko wyniki wątrobowe odbiegają od normy i to nie jakoś bardzo tragicznie. Problemy z wątrobą Dość łatwo poddają się u kotów leczeniu. Koteczka dostała baterię leków. Po trzech tygodniach mamy zrobić powtórne badania krwi i mamy nadzieje, że wszystko będzie już ok. Ponownie prosimy o pomoc dla Zdzirki, badania i leki pochłaniają sporo funduszów, a skoro koteczka dostała szanse od losu na leczenie, pomóżmy jej razem ją wykorzystać. Pomóc można wpłacając darowizny na nasze konto: 95 2030 0045 1110 0000 0255 4830 Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva! ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a 03-772 Warszawa tytułem: Zdzirka lub kupując wirtualne Kotylionki na naszej aukcji na Allegro: http://allegro.pl/charytatywna-dzikus-z-podworka-leczymy-zdzirke-i4693500550.html Dziękujemy z całego serca za wsparcie.

Aktualizacja: 30.09.2014 Zdzirka nadal się kuruje. Ma zmieniony antybiotyk, bo poprzedni najwyraźniej nie działał, chrypa nadal ja trzyma, przez co wydaje z siebie przedziwne dźwięki. Niepokoi nas również, że kot je za trzy, a nie przybiera na wadze.  Zdecydowałyśmy więc , że mimo, że stosunkowo niedawno była odrobaczana podamy jej tabletkę „na życie wewnętrzne” i efekty już następnego dnia było widać w kuwecie. Trzymajmy więc kciuki, że tylko to dolega Zdzirce. Ogólnie kotka wygląda lepiej, futerko ładniejsze, wzrok bardziej bystry. Co raz bardziej odnosimy wrażenie, że ta kotka kiedyś, kiedyś miała dom tylko ktoś ją skrzywdził. Taki całkiem dziki kot to chyba nie mruczy na widok człowieka? Niby syczy jak nas widzi, ale po chwili syczenie zamiera i słychać… mruczenie. Z ciekawością zbliża się do ręki położonej na klatce, ale z moment ucieka i robi phhhy. Straszna walka się w kociej duszy musi odbywać. Zamknięcie znosi nadspodziewanie dobrze. Śpi w legowisku (a nie jak większość dzikusów w kuwecie), korzysta z drapaka. Tylko żwirek w kuwecie jej przeszkadza, co widać na zdjęciach – rozsypuje go na potęgę, ale klatka jest za mała, by wstawić jej kryta kuwetę by zapobiec efektom „wykopów kuwetowych”. Bardzo dziękujemy za pomoc finansową, która pozwala leczyć koteczkę w komfortowych warunkach. Chciałam tez kilka słów napisać o paniach, które zajmują się kotką na co dzień. Często jest tak, że ktoś na zgłasza do nas koci problem i to jest cała pomoc, której udzieli zwierzakowi. A w tej sytuacji wręcz przeciwnie – panie są w stałym kontakcie z wolontariuszkami, dopytują o stan zdrowia kici, chciały jej nawet paczkę żywnościową przygotować. Włączyły się również czynnie w zbiórkę funduszy na leczenie.   21.09.2014 Opiekunka stadka kotów, które sterylizowaliśmy trzy lata temu https://kotylion.pl/sterylizacje-kotow-z-przychodni-na-spornej/ poprosiła nas o pomoc. Jedna z kotek, zwana Ździrką, zniknęła na jakiś czas i wróciła w fatalnym stanie. Przeraźliwie chuda (choć nie widać tego na zdjęciach) z wyrudziałym futerkiem i charcząca przy oddychaniu tak, że słychać z daleka. Szczególnie na tle pozostałych bytujących tam kotów pięknie odkarmionych, z błyszczącym grubym futrem wygląda bardzo źle.  Leczenia na pewno nie ułatwi, to że panna jest absolutnie niedotykalska, syczy i warczy na człowieka, ale nie takie łobuzy znajdowały u nas pomoc. Klatka – łapka poszła w ruch i w sumie dość szybko Whiskas i wędlina przekonały Ździrkę by do niej weszła. Została zakwaterowana w naszym hoteliku i w poniedziałek trafi do weterynarza. W klatce rzuciła się na jedzenie, aż rozlegało się mlaskanie. Być może z powodu złego stanu zdrowia była odpędzana przez inne koty od misek i nie miała szansy się najeść. Teraz ma ciepły kąt i pełną michę tylko dla siebie, a za moment pomoc weterynaryjną. Mamy nadzieję, że za góra dwa tygodnie kot jak nowy wróci na podwórko. Tradycyjnie już prosimy Państwa o pomoc finansową, bez niej nie damy rady, bo Ździrka jest jedną z bardzo wielu naszych podopiecznych.