Skąd koty wiedzą gdzie przyjść po pomoc – czyli historia Feliksa
Aktualizacja 16.08.2015
Feliks z własnego wyboru wrócił dziś na podwórko.
Został wcześniej wykastrowany, miał zrobiony porządek z zębami i przepłukane zatoki. Pod narkozą został również wykąpany i solidnie wyczesany. Niestety „bulgot” w nosku pozostał. Najprawdopodobniej jest to stan przewlekły, na który raczej nic nie pomoże. Jeśli Feliks nie wyprowadzi się z podwórka, to Małgosia będzie czuwać nad jego stanem zdrowia i jeśli się gwałtownie pogorszy będziemy oczywiście interweniować.
Feliks wypuszczony na podwórku z transporterka zachował się na zasadzie: „o jak miło, że wróciłem” – ogonek w górę, a potem radosne tarzanie się w trawie.
Niestety dobitnie poinformował Małgosię, która przyszła go powitać, że on się do domu nie nadaje :( Pogłaskała go o raz za dużo i przypłaciła to atakiem do krwi na gołą łydkę.
Może jak hormony się wyciszą i kocisko uspokoi się po powrocie to może trochę złagodnieje i nie będzie atakował ręki, która go karmi.






Aktualizacja 27.07.2015
Z Feliksem jest problem :(
On się nie chce leczyć.
W nosie bulgocze cały czas, dostał już 4 antybiotyki praktycznie bez żadnego efektu.
Teraz ma wszystkie odstawione i dostał steryd i czekamy 2 tygodnie czy będą efekty. Spróbujemy zrobić wymaz tego nochalka może coś wyjdzie acz nie jest to pewne w 100%, bo jeśli bakterie siedzą w zatokach wcale nie muszą dać się wykryć.
Miał też zrobione testy na wirusówki (FELV i FIV) i wyszły ujemne, czyli ok.
Kocur ładnie tyje – nie ma porównania do tego co było na początku, futerko mu się poprawia powoli, stare wychodzi garściami i odrasta już ładne. To będzie piękny dorodny kocur jak się wykuruje i porośnie nowym futrem.
W sumie Feliks mógłby nawet szukać domu, a nie wracać na podwórko, ale charakterek ma podły. Nadstawia się do głaskania, strzela „baranki” i nagle następuje atak i to nie pacnięcie łapą z pazurami i już, to jest wściekły syk i walenie łapą na oślep przypuszczam, że gdyby nie nasz refleks zęby też szły by w ruch. Potrafi zaatakować również tak „po prostu” gdy się koło niego przechodzi.
Mieliśmy obawy, ze może te ataki spowodowane są bólem, może gdzieś buduje się na kocie jakiś ropień czy coś, ale nie. Został dokładnie obmacany i obejrzany przez lekarza i nie ma żadnej przyczyny fizycznej takiego zachowania. Może to jest po prostu jeden z tych kotów, których nie należy uszczęśliwiać na siłę domem, może właśnie dlatego wyleciał z poprzedniej „miejscówki”, bo na pewno jakąś wcześniej miał.





Aktualizacja 05.07.2015
Dziś mija dwa tygodnie jak Feliks kuruje się w hoteliku.
Niestety katar nie chce odpuścić. Mimo zmiany antybiotyku kocur nadal smarcze. Koci katar w ogóle jest dość oporny na leczenie, szczególnie, że Feliks trafił do nas w ogólnym stanie dość kiepskim – przede wszystkim był bardzo wychudzony.
Po tych dwóch tygodniach dokarmiania przez Ewę boczki mu się pięknie wypełniają i kości na grzbiecie nie sterczą tak przeraźliwie. Mamy nadzieje, że koci organizm niedługo „zbierze się”, zacznie zdrowieć i będzie można Feliksa wykastrować i wypuścić z powrotem na podwórko.
Bardzo prosimy o wsparcie finansowe – czas wakacji jest dla nas trudnym finansowo okresem, a koty nie wybierają kiedy chorują.



Na doskonale nam znanym podwórku, z którego w ubiegłym roku przyjechała do nas na leczenie Zdzirka tym razem jak zwykle „znikąd” pojawił się kocur. Pojawiał się i znikał, ale czujne oko Małgosi doglądającej kotostanu wypatrzyło, że chudy, niekastrowany, zasmarkany i na dodatek da się pogłaskać.



Po konsultacjach stanęło, że Małgosia kota złapie, zadzwoni i zabierzemy kocisko do hoteliku, a potem do weterynarza.
Jak uradziłyśmy tak się stało – wyjątkowo kot zechciał „współpracować” przy łapaniu. W drodze zyskał imię: Feliks.
Przegląd weterynaryjny nie brzmiał zbyt optymistycznie:
Uszy czarne od świerzbu, zęby w mocno takiej sobie kondycji, w nosie świszczy i bulgocze, sierść w fatalnym stanie, połamane (a może przycięte?) wąsy, jakaś stara rana na udzie i przeraźliwa chudość, a do kompletu masa powbijanych w skórę kleszczy.
Nie zostało nic innego niż ogarniać temat po kolei.
Feliks został na razie odpchlony, odrobaczony, miał wstępnie wyczyszczone uszy, dostał leki na wynos no i czekamy aż zacznie zdrowieć. Na szczęście na apetyt nie narzeka – niech je, na zdrowie.
No i czy ktoś nam wyjaśni skąd taki kot wie na którym podwórku się pojawić i komu wchodzić w oczy w znaleźć pomoc? Mądrość zwierząt cały czas nas zaskakuje.
Logistycznie temat leczenia mamy ogarnięty. Pozostaje jeden „drobiazg” – zebranie funduszy na leczenie. Czy jak zwykle możemy liczyć na Państwa pomoc i dobre serca?
Jeśli tak to prosimy o wpłaty darowizn na nasze konto:
95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
tytułem: darowizna dla Feliksa
Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT GOPZPLPW
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
PayPal: [email protected]
Zachęcamy również do licytacji KOTYlionków: http://charytatywni.allegro.pl/listing?charityOrganizationPurposeId=273&query=feliksa
Dziękujemy!
A tak było w lecznicy:




Kocur zachwycony nie był, ale agresji nie wykazywał i w sumie dość cierpliwie znosił całe zamieszanie wokół swojej kociej osoby


