Kropek WARkotek – kot zagadka z Parku na Zdrowiu
Aktualizacja 23.10.2022
Dziękujemy pani Adze za objęcie Kropka opieką wirtualną !!!
Kropek rozkwitł w domu tymczasowym u Doroty.
Już dawno przestał być zmokłym kurczakiem. To już młody przystojny kawaler. Urósł, domył futerko i po prostu zamieszkał.
Jednak nadal nie przestaje nas zadziwiać. Z różnymi kocimi charakterami mieliśmy do czynienia, ale jego „pomysł na życie” jest zaskakujący.
Z kotami Doroty sztama od dawna. Rozruszał kocie – niemłode już – towarzystwo, zakolegował się ze wszystkimi.
Ludzi przychodzących do Doroty – czy to sąsiad, czy hydraulik – ogląda z zainteresowaniem, uprzejmie przyjmując hołdy dla swojej urody. Absolutnie nie jest znikotem jak niektórzy rezydenci Doroty.
Najnormalniej w świecie akceptuje wszelkie domowe dźwięki: pralka, odkurzacz wiertarka nie są mu straszne.
Sypia w łóżku, na nogach i ma tylko jedna małą wadę… nie pozwala się pogłaskać.
Ewentualnie jakiś króciutko dotyk w trakcie jedzenia, pod warunkiem, że nie zauważy.
No i co z takim zrobić???
Dorota liczy na to, że w końcu do kociego rozumku dotrze, że człowiek jest ok i skoro wszystkie koty w domu dają się pogłaskać, to nie może być złe i się przełamie. No bo jak szukać domu takiemu artyście, którego można tylko podziwiać z daleka?
10.09.2022
Potrzebny opiekun wirtualny https://kotylion.pl/adopcje-wirtualne/
Kropek trafiła pod naszą opiekę na początku sierpnia.
Znaleziony przez naszą wolontariuszkę w łódzkim parku Na Zdrowiu w najbardziej ulewny weekend mijającego lata na przełomie lipca i sierpnia.
Mało popularny to widok: w mżawce, przy parkowej ścieżce w mokrych krzakach siedzi kot, raczej kocię, koci podrostek, taki zmokły kurczak. Nie ucieka, ale dotknąć się nie da, jednak nie zachowuje się jak dzikus.
Krótkie negocjacje z kotkiem kończą się powrotem wolontariuszki do domu po jedzenie i transporter.
Jest bardzo głodny, ale bardzo ostrożny. Nie da się dotknąć nawet w trakcie jedzenia. To jak nie jedzenie, to może zabawa? Paca łapką wyciągniętą w jego stronę gałązkę zakończona listkiem, chce się bawić ale się boi. Zimno mu w tym deszczu, widać, że się trzęsie.
Kocię nie zostanie w parku, wolontariuszka spać by nie mogła zostawiając gagatka na noc. Klatka łapka załatwia sprawę nawet nie w 5 minut. Kocię wchodzi jak po sznurku.
Okazuje się, ze na osiedlowej grupie na FB ktoś już w połowie lipca sygnalizował, że w parku siedzi kot, wtedy też nie dał się dotknąć. Czyli wygląda, że ktoś go tam wywalił i kocię nie oddaliło się z miejsca porzucenia.
I nadal nie wiemy czy to przerażone i chwilowo zdziczałe kocię dziecko, czy nietypowo zachowujący się dzikus.
Wizyta u weterynarza zaczęła się od biegania kota po ścianach gabinetu. Złapany w końcu i trzymany dwoma palcami za kark siedział jak trusia. Okazał się około półrocznym kocurkiem. W pakiecie pchły, kleszcze i świerzb w uszach. Nochal i oczka czyste.
Od razy został odpchlony, odrobaczony i wykastrowany. Na początek zamieszkał w hoteliku u Ewy. Dostał 2 tygodnie na określenie się czy człowiek jest ok czy wręcz przeciwnie.
W nawiązaniu do umaszczenia dostał na imię Kropek.
Niestety dziwadłem się to kocie okazało.
Na widok Ewy warczał, buczał i syczał. Dawał się dotykać, ale nikt nie odważył się tego robić bez rękawic ochronnych. Nie dało się przekupić kota jedzeniem czy zabawką, głaskanie jest niefajne i już. Jednak zachowanie jego ewidentnie wyglądało na ogromny stres, a nie na dzikość od urodzenia.
No i wielki dylemat: wypuścić? Gdzie? Gdzie będzie w miarę bezpieczny i nakarmiony?
Jakoś mamy niedobory zaprzyjaźnionych prokocich gospodarstw wiejskich…
Z pomocą przyszła Dorota, osoba z wielkim sercem i doskonałą ręką do kocich dzikusów. Zaoferowała bezterminowo Dom Tymczasowy dla kociaka. Jeśli jej się nie uda dotrzeć do Kropka, to nikomu innemu chyba też nie. Dostał w każdym razie szansę i 15 sierpnia przeprowadził się do Doroty i jej piątki kotów.
Aklimatyzacja w mieszkaniu poszła migiem, jakby mieszkał od zawsze, z kotami sztama, zabawy na całego. Tylko z Dorotą nie chce gadać… Jednak nie tak do końca, bo w nocy przychodzi na łóżko i ja ogląda ją z bliska, póki Dorota nie ruszy czymkolwiek. Może się w końcu przekona. Jeśli się przekona to będziemy mu szukać domu, takiego na zawsze.
A na razie prosimy o pomoc finansową dla dzieciaka. Zabiegi weterynaryjne i wyprawka to blisko 400 zł.
I gdyby ktoś chciał objąć Kropka opieką wirtualną byłoby świetnie – to tylko 30 zł miesięcznie https://kotylion.pl/adopcje-wirtualne/ zazwyczaj wielkie serce nie idzie w parze z grubym portfelem
20 1600 1462 1030 9079 0000 0007
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT PPABPLPKXXX
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
tytułem: darowizna dla Kropka











