·

Potrzebujemy Waszej pomocy🙏

Potrzebujemy Waszej pomocy🙏

Drodzy Przyjaciele i Wspierający

Pisząc te słowa, czujemy przede wszystkim ogromną bezsilność.
Nasze skrzynki odbiorcze pękają w szwach. Liczba zgłoszeń o pomoc dla kolejnych kotów jest w tym roku po prostu porażająca.
Niestety, musimy powiedzieć to głośno i wprost: nie mamy już gdzie ich przyjmować.
Nasza kociarnia oraz domy tymczasowe są przepełnione do granic możliwości, a nasze zaplecze lokalowe i siły fizyczne dobiły do ściany.
Wszyscy wierzyliśmy, że ten rok przyniesie poprawę, ale rzeczywistość brutalnie nas zweryfikowała – jest coraz gorzej. Stoimy w miejscu, bo adopcje dorosłych kotów praktycznie zamarły. Jedyne małe światełko w tunelu to kocięta, które mają jeszcze jakiekolwiek wzięcie i znajdują nowe domy. Ale to wcale nas nie cieszy – to nasza wspólna porażka. Fakt, że tyle maluchów nadal przychodzi na świat, obnaża brutalną prawdę: mimo tylu kastracji, które jako organizacje prowadzimy od lat, nic się nie zmienia. Zamiast poprawy, z każdym rokiem jest coraz gorzej, a kolejne sezony przynoszą tylko więcej cierpienia. Na dodatek regularnie mierzymy się z kolejnym ciosem, jakim są dramatyczne powroty z adopcji zwierząt, które miały już być bezpieczne.
Osoby postronne często nie rozumieją, jak działa pomoc maluchom i myślą, że nasze domy tymczasowe są z gumy. Prawda jest taka, że rzadko trafiają do nas pojedyncze kocięta – najczęściej przyjmujemy całe, liczne mioty. Dopóki wszystkie kocięta z danego miotu nie znajdą domów stałych, to miejsce jest zablokowane. Ze względów bezpieczeństwa i zdrowia tych maluchów nie możemy łączyć ze sobą kotów z różnych środowisk. Jeden chory miot to zagrożenie życia dla drugiego. Dopóki cała grupa nie odejdzie na swoje, nie możemy przyjąć kolejnych potrzebujących.
Musimy to wyraźnie podkreślić: każda jedna adopcja to jedyna szansa na pomoc następnemu kotu. Nie zwolnimy miejsca dla kolejnego potrzebującego zwierzęcia z ulicy, dopóki ten, który jest u nas, nie znajdzie nowego domu. Jesteśmy u kresu. Jeśli rząd w końcu się nie obudzi i nie uchwali ustawy o obowiązkowej kastracji zwierząt niehodowlanych, to fala kociej bezdomności całkowicie nas zmiażdży, a system pomocy zwierzętom w naszym kraju po prostu się załamie. Żadna fundacja ani schronisko nie wygra z tym problemem w pojedynkę, dopóki brakuje systemowych rozwiązań prawnych. Prosimy Was o wyrozumiałość – nie odmawiamy pomocy z braku empatii, ale z braku miejsca.
Bez Waszej pomocy nic z tym nie zrobimy. Dosłownie nic.
Nasze posty znikają w otchłani internetu. Kilka komentarzy i kilka udostępnień pod zdjęciem kota szukającego domu to za mało, by ktokolwiek go zauważył. Algorytmy są bezwzględne, dlatego błagamy Was o zaangażowanie. Promujcie nasze koty. Klikajcie, zostawiajcie komentarze (nawet kilka słów lub zwykłą kropkę), udostępniajcie każdy nasz post na swoich profilach i grupach. Dla Was to jedno kliknięcie i sekunda roboty, a dla naszych dorosłych, niewidzialnych kotów to jedyna szansa, by ktoś je w końcu dostrzegł, pokochał i zabrał do domu – uwalniając miejsce dla kolejnego biedaka, który czeka na ratunek. Pomóżcie nam ich ratować, bo sami nie damy już rady.