Behemot – już w domu :)
Behemocik trafił do schronu jako malutkie kocię w zeszłym roku, nie znalazł domu, zdziczał, ale dawał się dotykać, być może dlatego, że od trzech miesięcy był ciągle chory. Wybrał już chyba wszystkie antybiotyki świata, nic nie pomagało. Wciąż zapłakane oczka, ciągle zasmarkany nosek, cały czas utrzymująca się gorączka. Testy na FelV – ujemne.
Behemot nienawidzi zamknięcia, więc mieszkał w schroniskowym szpitaliku, luzem, ale właściwie bez ruchu, wciśnięty pod kaloryfer, wyglądał jak martwe futerko. Pani Doktor ze schroniska powiedziała, że on MUSI iść do domu, inaczej umrze…
tak wyglądał Behemocik we wrześniu ubiegłego roku:

a tak w lutym, przed miesiącem:


Schronisko go zabijało… Ulitowali się nad nim Asia i Kuba. Nie przeraziło ich nawet to, że Behemot jest dziki, że to kot uciekający i leczenie go będzie wymagało dużego nakładu sił, cierpliwości i umiejętności. Z wieloma przygodami, włączając w to nawet wypadek samochodowy, Behemot znalazł swoją tymczasową przystań. I… okazało się, że cała jego dzikość to pozory. Być może bronił się w ten sposób przed światem, ale dzikie koty raczej nie spędzają nocy w łóżku dziecka :) Behemot jest u Asi i Kuby niecałe dwa tygodnie i w tej chwili to już zdrowy, radosny, uśmiechnięty kot. Teraz musi znaleźć własne miejsce na ziemi


