Moskuliki – wszystkie dzieciaki we własnych domach :)
Aktualizacja: 09.01.2013
Jednooczek Moskulik pojechał do własnego domu przed świętami. Drugi chłopczyk trafił na świąteczne kolonie do naszej Ewy. Miał spędzić u niej święta, kiedy lecznica była zamknięta, a później wrócić do swojej klateczki. Nie wrócił. Został u Ewy. Na zawsze! :)))
Aktualizacja 25.11.2012: Dziewczynka Moskulanka już w swoim domu :) Chłopcy nadal czekają…
Jedna czarna dziewczynka i dwóch czarnych chłopaków o roboczym imieniu Moskuliki. Dlaczego tak? Zostały znalezione we wsi Nowe Nowiny, niedaleko ulicy Moskule na początku września tego roku.
Były wówczas niesamodzielnymi kociaczkami z zaawansowanym kocim katarem. Razem z mamą trafiły do szpitalika zaprzyjaźnionej lecznicy. Mamusia po ich wykarmieniu została wysterylizowana i wypuszczona – to był dziki kot. Malce żal było wypuszczać na wolność – tak młode kociaki rokują bardzo dobrze oswojenie. Na dodatek jeden z chłopców wskutek powikłań po kocim katarze stracił jedno oko – może nie poradzić sobie „na ulicy”. Może będą nakolanokowymi miziakami, a może pozostaną nieco zdystansowane – dużo zależy od przyszłego domu, czy da im ktoś szansę. W warunkach lecznicy niestety jest to trudne – tu potrzeba czasu, a lekarze wet poświęcają czas na leczenie zwierząt…a czas mija…
Teraz kociaki mają już po 5 miesięcy. Smukłe, zgrabne, zwinne, przemykają niczym minipantery. Z ciekawością wyglądają na ludzi przechodzących obok. Idealne do dokocenia, z łatwością akceptują inne koty, a także niektóre psy. Nie nadają się do domu z małymi dziećmi (dla dzieci wskazane są odważniejsze, raczej dorosłe koty).
Moskuliki jeszcze nie wiedzą, jak fajnie jest być domowym pieszczochem, mieszkać nie w ciasnej klatce, ale móc swobodnie poruszać się po całym mieszkaniu, wylegiwać na kanapie, wyglądać przez okno, „szczekać” na ptaki, bawić z człowiekiem, spac z nim w jednym łóżku. Nie są agresywne – a tylko nieufne. Przed nimi całe życie. W lecznicy nie mogą dłużej zostać – są zdrowe i blokują miejsce dla faktycznie chorych zwierząt.
Dlatego apelujemy o PILNE ADOPCJE.
Dając kawałek kąta i odrobinę ciepła i czasu – możesz zyskać niezwykłą kocią miłość i przyjaźń, bliską psiej – bo takie „nibydzikuski” często kochają tylko domowników i zżywają się z nimi mocno, resztki dystansu zachowując jedynie wobec gości.
Satysfakcja z pracy nad takim nieufnym zwierzątkiem – jest ogromna.
Jeśli nie boisz się wyzwań i marzysz o „czarnej panterze” na własność – zapraszamy do kontaktu.
Telefon do lecznicy (42) 650-00-74, mail: [email protected]
Kociaki są zdrowe, zaszczepione i odrobaczone. Jeden z kocurków jest już po kastracji. Przy adopcji będzie podpisywana umowa adopcyjna.






