Kocie sieroty z Kołobrzegu

„Umrzeć – tego nie robi się kotu…” – pisała noblistka.
Ale pani Lucyna z ulicy Łopuskiego umarła i zostawiła aż siedem kotek…
Tydzień przed śmiercią, jakby przeczuwając kres życia, 89-letnia pani Lucyna chciała uśpić zwierzęta, którymi się opiekowała. Znana była od lat z wrażliwego serca dla porzuconych lub rannych psów, kotów, ptaków i taka decyzja nie była bynajmniej jej wygodnictwem, lecz wyrazem braku wiary w dobry los zwierząt po jej śmierci. Weterynarz odmówił, nie wolno mu usypiać zdrowych zwierząt.
Krótko po tym, nieprzytomną panią Lucynę odnaleźli po wyważeniu drzwi strażacy, zaalarmowani przez jej syna, który nie mógł dostać się do mieszkania matki. Nie odzyskała już zdrowia po wylewie i dwa dni temu zmarła.
Zostały kotki. Co się z nimi stanie? Dwa wzięła do siebie inna wrażliwa sąsiadka. Dwa kolejne przygarnął tymczasowo… weterynarz. Pozostałe trafiły do schroniska.
Jaki będzie ich dalszy los, zależy także od naszych Czytelników.
To są wysterylizowane, czyste, dobrze wychowane, przyzwyczajone do człowieka  kotki. Jak się dowiadujemy, są teraz przestraszone, ale wystarczy poświęcenie im kilku minut uwagi i ciepła a nabierają ufności.
Pod tym numerem telefonu można uzyskać dokładne informacje i ustalić kwestię adopcji: 728 842 652.
Umrzeć – tego nie robi się siedmiu kotom…