· ·

Adoptusie. Oskarek – wieści z domu :)

Adoptusie. Oskarek - wieści z domu :)

imię: Oskarek

Aktualizacja 03.09.2013

Minął już miesiąc.
Były mieszkaniec lokalu Oskarek pozdrawia wszystkie wolontariuszki z Kotyliona. Oskar to najbardziej miziasty i proludzki kot z którym miałam do czynienia. Wystarczy na chwilę usiąść by już mościł sobie gniazdko na kolanach. Często wchodzi na kolana opiera się przednimi łapkami o ramię i ociera pyszczek o mój policzek (pewnie w ten sposób oznacza swoją własność) Całe noce przesypia wtulony w człowieka. Po przyjeździe potrzebował zaledwie kilku godzin by poznać i zaakceptować nowy dom. Reszta stada również szybko oswoiła się z jego obecnością. Może nie pałają do siebie jakąś specjalną miłością ale tolerują się wzajemnie. Oskar podobnie jak większość kotów kocha spać i jeść (szczególnie surową wołowinę). Czasem pobawi się wędką, piłeczką lub laserkiem, ale z umiarem to już nie jest przecież mały kociak. Dużo czasu spędza na tarasie wygrzewając się w promieniach słońca, niestety jeszcze nie do końca rozpracował kocie drzwiczki potrafi wchodzić do domu ale na taras nadal trzeba go wypuszczać drzwiami.
Zarówno Imbirowi jak i Figielkowi życzymy wraz z Oskarkiem by jak najszybciej znaleźli swoje najlepsze domki :)

oskar2

Aktualizacja: 02.08.2013

Oskarek już w domu, podróż zniósł zadziwiająco dobrze, był raczej zaciekawiony niż przestraszony. Po przyjeździe trafił do „swojego” pokoiku gdzie mógł trochę ochłonąć po podróży. Zadziwiająco szybko doszedł do siebie, wziął się za jedzenie (zjadł wszystko z miseczki) potem popił wodą i zaczął zwiedzanie. Zastanawiałam się czy wypuścić go na pokoje tym bardziej że moje pozostałe futra siedziały pod drzwiami pokoju niczym cerbery, ale zaryzykowałam. Po kilku zwyczajowych prychnięciach Oskar zaczął zwiedzać w asyście dwóch puchatych ogonów. Trzeci ogon ten mniej puchaty jakoś nie chce się integrować więc schował się pod telewizor. Oskar chodził i zwiedzał przez przeszło godzinę czym wykończył moje ogony nienawykłe do tak długiego chodzenia w końcu sam padł na tarasie pod stolikiem i tak sobie leży już od godziny.

Oskar pozdrawia wszystkie ciocie z Kotyliona i nie tylko
odezwiemy się za jakiś czas

Nie ma jak w domu :)

Czy Oskarek musi być jedynakiem? Obserwując jego zachowanie w pomieszczeniu, gdzie przebywa wraz z innymi kotami, zaczynamy mieć wątpliwości. Z Hatsu nawet się polubili, nie syczą, obwąchują się, trącają noskami, nie jest to miłość ale pokojowe współistnienie na pewno. Z innymi kotami – czasem Oskarek fuknie, prychnie, ale nie bije kotów, nie jest agresywny. Mądry dom z kotem, któremu wystarczy pokojowe współistnienie Oskarka z innym kotem – też możliwy!

Nie wystarczy, że jestem fajnym kotem.
Nie wystarczy, że jestem zdrowym, miłym kotem
bezbłędnie kuwetkującym i wiedzącym wszystko to
o czym każdy fajny kot wiedzieć powinien.
I że lubię psy i potrafię biegać za piłeczkami.
I że jem wszystko, nie wybrzydzam.
Miesiąc temu zmarł mój opiekun. Od miesiąca czekam na nowy dom.
Nikt o mnie nie pyta.
Bycie fajnym kotem to za mało.
Nie narzekam, nie marudzę.
Chodzę za wolontariuszami, trochę im zwracam głowę
a trochę śpię, gdy chodzą obok, zajmując się Wojtusiem czy Dyziem.
Nie, naprawdę staram się nie być zazdrosny.
Wiem, gdy wracają do swoich spraw. Gaśnie światło. Zostaje głos z radia.
Podchodzę do siatkowych drzwi i czekam.
Może jutro komuś wystarczy, że jestem po prostu fajnym kotem.

Oskarek czeka już bardzo długo na własny dom. Ponad 2 miesiące. Jego towarzysz Wojtuś dawno grzeje się we własnym M. Tylko Oskarka nikt nie chce. Nikt o niego pyta… A to taki fajny kot. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie było o niego nawet jednego zapytania.

Oskarek, czarny kocurek z białą minikrawatką, lat ok. 3. Duży”kawał kota”. Wykastrowany, zaszczepiony, odrobaczony. W pełni kuwetkowy. Zdrowy. Świetnie dogaduje się z małymi kociętami, z dorosłymi kotami bywa różnie. Oskarek lubi być panem w swoim domu, spokojnie może być jedynakiem. Może też zamieszkać w domu z psem.
Oskarek ma za sobą smutną i traumatyczną przeszłość. Mieszkał wraz z niedowidzącym Wojtusiem u starszego pana. Niestety pan zmarł, a osierocone koty zostały w opuszczonym mieszkaniu, siedziały w nim zamknięte przez 1,5 miesiąca, widząc człowieka tylko raz na kilka dni – w porze karmienia.
Oba koty trafiły do lecznicy, paniom weterynarz żal zrobiło się sierotek, zajęły się nimi, sprawdziły stan zdrowia, odrobaczyły, zaszczepiły, odchuchały. Gdy psychika kocurków polepszyła się i nie wymagały dłużej pomocy medycznej, musiały opuścić szpitalik. Kilka dni temu przeprowadziły się do lokalu fundacyjnego. Oskarek szybko poczuł się „jak na własnych śmieciach”. Każdy fotel jest jego, każdy drapaczek, lubi się bawić, zarówno sam jak i z człowiekiem. Jeśli do domu z dzieckiem, to raczej starszym, bo Oskarek potrafi delikatnie pacnąć łapą lub naburczeć (głównie gdy obok są inne koty). Nie jest to typ leniwca. Kiedy ąpi, to śpi, ale większość czasu spędza aktywnie, spaceruje, zwiedza, wygląda przez okno, towarzyszy w domowych czynnościach. Bardzo towarzyski.
Gdy wychodzę z lokalu i zamykam za sobą drzwi, Oskarek zostaje przy siatce, tuż za nimi. A ja przepraszam go, że muszę już iść. I obiecuję, że kiedyś wyjdzie tymi drzwiami wraz ze Swoim Dużym. I już nie będzie tęsknił.
Przy adopcji podpisana będzie umowa adopcyjna.

Kontakt w sprawie adopcji:
Asia
mail: [email protected]
lub Ania:
[email protected]