Goran – historia kota i utraty wiary w człowieka… Happy end :-)

Goran – historia kota i utraty wiary w człowieka… Happy end :-)

Aktualizacja: 9.01.2014 r.

Goran mimo swojego młodego wieku przeszedł bardzo wiele. Jak dotąd nie miał szczęścia. Schronisko, lecznica, jeden dom, drugi dom, porzucenie i utrata wiary w człowieka…  Ale los wreszcie się do niego uśmiechnął i w minioną niedzielę Goranek pojechał do  domu.  Znalazł wreszcie swoje miejsce na ziemi ;-)

21.11.2013 r.

Goran to młodziutki kot, który w swoim krótkim życiu przeżył bardzo wiele. W czerwcu 2013 trafił do łódzkiego schroniska. Był małą, nastroszona kulką ze spuchniętymi ślepkami – chorował na koci katar. Goran dość szybko został zabrany ze schroniska, trafił do jednej z łódzkich lecznic. Na początku był smutnym, dzikawym, schorowanym kociakiem, ale szybko się zmienił. Dzięki bliskiemu kontaktowi z człowiekiem oswoił się i pokochał ludzi. Uwielbiał być głaskany – mruczał wtedy z całego swojego kociego serca i widać było, że jest szczęśliwy.  Zmężniał i wyrósł, po chorobie pozostały lekko załzawione oczka.  Szybko też Goran znalazł swój pierwszy dom. Niestety, posikiwał poza kuwetą i po około tygodniu wrócił z adopcji do lecznicy. Jakiś czas później Goranem zainteresowali się nowi ludzie. Zostali poinformowany o potencjalnym problemie z kuwetkowaniem. Pomimo to zdecydowali się na adopcję kota. W umowie podpisanej z lecznicą przez nowych właścicieli kota była klauzula o powrocie kota do lecznicy w razie ewentualnych problemów. Wieści z nowego domu były pomyślne. Podobno zdarzały się Goranowi kuwetowe wpadki, ale sytuacja była opanowana. Goran pomyślnie przeszedł zabieg kastracji, cieszyliśmy się z poprawy jego losu. Byliśmy przekonani, że Goran wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi. W przekonaniu trwalibyśmy pewnie do dziś, gdyby nie sytuacja z ostatniej soboty. Pod schroniskiem błąkał się pręgowany, zdezorientowany kot. Po sprawdzeniu chipa okazało się, że to Goran. Weterynarz, który wyadoptował Gorana skontaktował się z domem. Właścicielka twierdziła, że kot właśnie wywala brzuch do głaskania i jest obok niej. Pani była tak przekonująca, że oniemieliśmy  i zaczęliśmy przeszukiwać papiery adopcyjne. Nie było jednak wątpliwości – to Goran. I to właśnie był ten moment, kiedy nasza wiara w człowieka, jego rozum i serce zniknęła. Rozwiała się z listopadowym wiatrem, który przeszywał futerko małego, ufnego kociaka, zdezorientowanego i przerażonego nagłą bezdomnością. Zwierzęta podobno nie myślą, niektórzy twierdzą, że nie odczuwają. Może to i lepiej, że nie mają świadomości okrucieństwa, które je spotyka. Bo co czułby Goran, gdyby rozumiał, że po kilku miesiącach został wywieziony na ulicę na drugim końcu miasta i porzucony jak zepsuta zabawka, czy niepotrzebna rzecz? Czy umiałby sobie zracjonalizować, że jednego dnia jest pieszczony, karmiony, a potem ta sama ręka wystawia go za drzwi samochodu? Co do właścicieli – wiemy, że sikanie poza kuwetą może być sporym problemem. Jednak nie podjęli oni żadnej próby poradzenia sobie z sytuacją. Weterynarz, który wyadoptował kota proponował opiekunom Gorana przekazanie obróżki antystresowej, która pomaga w przypadkach załatwiania się kota poza kuwetą.  W umowie adopcyjnej była klauzula o zobowiązaniu do oddania kota do lecznicy, gdyby Państwo nie mogli go zatrzymać. A kłamstwo w momencie, kiedy pytano o los kota i wymyślanie historii, szczegółów o kocie, którego już nie ma – tego nigdy nie zrozumiemy. Właściwie to przypadek, że wyrzucili go przed schroniskiem. W całym tym nieszczęściu – szczęśliwym dla Gorana – bo natychmiast trafił pod naszą opiekę. Ile takich Goranów kończy na polu, autostradzie, w lesie, bo nie spełniają oczekiwań swoich właścicieli – nieludzkich ludzi, bez krzty odpowiedzialności i serca?

Wobec byłych opiekunów Gorana podjęliśmy już pewne kroki, mające na celu zablokowanie im jakiejkolwiek adopcji zwierzęcia w przyszłości. Zrobimy tez wszystko, by ponieśli karę za swoje postępowanie.

Goran obecnie przebywa w naszym fundacyjnym lokalu. Mimo tego, co przeszedł jest bardzo pogodnym młodzieńcem, kochającym człowieka i inne koty, uwielbiającym zabawy i gonitwy za piłeczkami. Wymaga przeleczenia lekkiego kataru, potrzebuje tez obróżki antystresowej, która może mu pomóc zarówno w problemach kuwetkowych, jak i w poradzeniu sobie z utratą domu. Znalezienie nowego domu dla Gorana z pewnością nie będzie łatwe. Ale mamy nadzieję, że znajdzie się ktoś kto da mu szansę, popracuje nad nim i ofiaruje prawdziwy kochający dom, taki już na zawsze.