3 kocie nieszczęścia ze zgierskich działek
Aktualizacja: 10.05.2014
Nie pisaliśmy, ale Arturek nadal jest pod naszą opieką. Obecnie gotowy do adopcji :) Ale przeszedł swoje – problemy z nerkami, chorowanie, leczenie, teraz wyszedł już na prostą. Wariuje w naszym lokalu fundacyjnym i czas najwyższy, by trafił już na swojego człowieka :)
Radziowi najbardziej się poszczęściło – czekał na swój dom całe trzy dni :) Arielka trafiła do domu tymczasowego, który też dość szybko opuściła, by zamieszkać we własnym M z własnym człowiekiem.
Tydzień temu nasza wolontariuszka otrzymała zgłoszenie o dramatycznej sytuacji kotów na jednym ze zgierskich ogródków działkowych. Koty – dotąd zawsze zaopiekowane i nakarmione – nagle zostały same, po tym jak ich karmicielka umarła. Mieszkały w jakiejś ruderze i żywiły się tym, co upolowały lub znalazły na pobliskich śmietnikach. Przyzwyczajone do pełnej miski, musiały zacząć sobie radzić same, co z pewnością nie było łatwe.
Agnieszka pojechała tam, jak szybko mogła. Niestety 2 koty zastała martwe :-( udało się jednak zabrać stamtąd Arturka, Radzia i Arielkę. Arturek był tak wygłodniały i stęskniony za człowiekiem, że prawie rzucił się na Agnieszkę ze szczęścia. Cała trójka trafiła jeszcze tego samego dnia do lecznicy. Wszyscy bardzo zaniedbani, brudni, z kocim katarem. Arturek okazał się być najstarszym z całej trójki – to bardzo pogodny, ok. 7 letni kocurek. Ma wilczy apetyt i wciąż nie może zrozumieć, że miska jest pełna. Jest bardzo kontaktowy i spragniony towarzystwa człowieka. Radzik to spokojny czarny wykastrowany kocurek, ok. 5 letni. Musiał mieć kiedyś dom – strzela baranki i domaga się pieszczot. To zdecydowanie domowy kot, który z niewiadomych powodów znalazł się na zgierskich działkach. Arielka trafiła do lecznicy z bardzo zaawansowanym ropomaciczem, tak szybka reakcja Agnieszki prawdopodobnie uratowała jej życie. Operacja przebiegła pomyślnie i Arielka odpoczywa teraz wylegując się w ciepełku i podjadając co chwilę.
3 koty i 3 różne nieszczęścia. Wszyscy są teraz bezpieczni, ale nie mogą wrócić na działki, bo nie ma się kto nimi tam zajmować. Zresztą wszyscy są oswojeni, kontaktowi i przemili – z powodzeniem mogliby wieść żywot domowych pieszczoszków.
Zainteresowanych ich przyszłą adopcją prosimy o kontakt z Agnieszką: [email protected]


















