Bambo, kot uratowany przed śmiercią na śródmiejskim podwórku

Aktualizacja 15.01.2015

No i Bambuś jest już zdrowym kotkiem :) No prawie, bo jego lewe oczko zdrowe nigdy nie będzie. Koci katar uszkodził je tak bardzo, że cokolwiek byśmy nie próbowali zrobić i tak nic nie da. Kot na nie widzieć nie będzie, nie ma tam jednak żadnego stanu zapalnego, nic się nie paprze. Zasłonięte jest częściowo trzecią powieką co wynika z zmniejszonego ciśnienia w gałce ocznej. W codziennym funkcjonowaniu Bambusiowi absolutnie ten „niedobór” nie przeszkadza, w nowym miejscu nie wpada na meble, bez żadnych przykrych „wypadków” szaleje jak każdy kot w jego wieku. Jedynie wnikliwy obserwator zobaczy, że gdy w trakcie szaleństw zabawka wpadnie w „martwe pole” , to Bambo musi jej poszukać i chyba w związku z tą ułomnością preferuje zabawki, które hałasują.
W najbliższych dniach kotek zostanie zaszczepiony no i czas będzie zacząć szukać domu. Mamy nadzieję, że szybko ktoś pokocha mikrokota, bo Bambuś najprawdopodobniej już nie urośnie zbyt wiele. Ma w tej chwili 7 – 8 miesięcy i waży 2,6 kg. Wszelkie niedostatki, których doznał jako mały kociak odbiły się na jego wzroście. Z tego względy zwlekamy z kastracją, na razie nie czuć go kocurem, nie próbuje również znaczyć terenu więc pozwalamy naturze działać i rozwijać organizm.
Bambuś mimo zastrzyków i zakraplania oczu nie przestał kochać człowieka. Wzięty na ręce mruczy, wypuszczony z klatki wije się między nogami i wywala brzuszkiem do góry by go miziać. Wprawdzie w pierwszym kontakcie z nową osobą jest nieco onieśmielony, to szybko nawiązuje kontakt i już zaraz kocha „nowego”. Nie ma w nim agresji – jak mu coś nie pasuje, to próbuje uciekać, ale nie korzysta z zębów i pazurów.
Całe leczenie Bambusia kosztowało 411 zł, ta kwota nie pokrywa jeszcze szczepienia i kastracji. Bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy nawet niewielką kwota zasilili jego „skarpetkę”.
Proszę Państwa: to tylko dzięki Waszej pomocy Bambo, zwyczajny czarnuszek z podwórka, ma szanse na godne kocie życie na czyjejś kanapie.

I po raz kolejny chcemy podziękować weterynarzowi Jarkowi Wardęszkiewiczowi, że przyją nas na pierwszą wizytę z Bambusiem w sobotę po godzinach pracy przychodni.

Aktualizacja 22.12.2014

Ze zdrowiem Bambusia już lepiej.
Cały czas jest na antybiotyku, ale z noska już nie leci, gardło chyba przestało go boleć, bo już nie krztusi się przy jedzeniu. Co będzie z oczkiem, jeszcze nie wiemy, czekamy czy krople dadzą spodziewany efekt. Po odrobaczeniu przez trzy dni koci brzuszek opuszczali „obcy”, do dobrze, bo teraz już nie będziemy karmić robaków tylko kota. Z resztą mimo „życia wewnętrznego” Bambo nabrał trochę ciałka. Boczki się zaokrągliły, kręgosłup aż tak bardzo nie wystaje. Futerko, regularnie wyczesywane już czyściejsze i błyszczące.
To przekochane kocie stworzenie, bez przerwy ociera się o nogi, na rękach mruczy i zagaduje. Bez większych protestów pozwala robić, zastrzyki i zakraplać oczka i nos. Nie ma w nim w ogóle agresji – jak mu coś nie pasuje, to wywija się i próbuje uciekać, ale nie używa przy tym pazurów czy zębów. Nauczył się już po co jest drapak, ale nie potrafi się jeszcze bawić kocimi zabawkami, pewnie nigdy wcześniej ich nie poznał… Korzysta też bez żadnej wpadki z kuwety.

Przed nami jeszcze pewnie sporo leczenia, potem szczepienie, kastracja i szukanie domku.
Dzięki Państwa hojności mamy na to fundusze, to bardzo ważne , bo możemy Bambusiowi zapewnić wszystko co niezbędne – leki, pełną miskę i czystą kuwetę.
Bardzo, bardzo dziękujemy za dotychczasowe wsparcie.
Wszystkich serdecznie zapraszamy na Allegro, gdzie można kupić różne rzeczy, a cały dochód z ich sprzedaży będzie przekazany na pomoc naszym podopiecznym:

http://charytatywni.allegro.pl/listing?charityOrganizationPurposeId=273

Zaczęło się jak zwykle…
Telefon od kogoś komu nasza wolontariuszka kiedyś zaproponowała pomoc w temacie kota mieszkającego na podwórku kamienicy. Wtedy się nie udało, bo kotka, która miała być złapana na sterylizację nie pozwoliła się złapać.

Teraz sytuacja brzmiała groźniej. Bardzo chory kot na podwórku, z zaropiałymi oczami, kaszlący, słaniający się. Wolontariuszka była kolejna osobą, do której administrator posesji zwracał się o pomoc. Wcześniej został wezwany patrol Straży Miejskiej, przyjechali, stwierdzili, że kot chodzi, orzekli jest zbyt zdrowy by kwalifikował się do interwencji i pojechali…

Pan administrator, który nie zna się kompletnie na zwierzętach, ma jednak dobre serce. I to własnie ono nie pozwoliło mu zostawić kota by umarł z choroby i zimna.
Próbował znaleźć kogoś w kamienicy, kto przygarnąłby zwierzaka, ale odbił się od muru – nakarmić ktoś czasem nakarmi, ale zabrać do domu to absolutnie. Skąd my znamy takie sytuacje?

Kolejnym krokiem był więc telefon do „pani z fundacji”. Zgodnie z umową wolontariuszki stawiły się w piątkowy wieczór na podwórku kamienicy w centrum Łodzi. Kota oczywiście nie było. Byli za to mieszkańcy, którzy powiedzieli, że kilkanaście minut temu zanieśli kota z klatki schodowej do jego budki. Jak to zanieśli ??? No tak, bo on się łasi do ludzi… No żesz… przyjedź, złap, wylecz i zapłać za to.
Ludzie zobowiązali się jednak, że złapią kota do transportera i zadzwonią by go odebrać. Dobre i tyle. No i przy okazji się okazało, że do jeszcze kociak, a dokładnie kotka i ma może ze 4 miesiące.
W sobotę do południa się nie odezwali. Wolontariuszka miała jakieś sprawy w centrum i stwierdziła, że zajrzy na podwórko, a nóż kot będzie. I był. Faktycznie młodziutki, czarny i z okiem zaciągniętym trzecią powieką. Akcja łapania trwała może ze 30 sekund. Na kici kici kot przyleciał do ręki i strzelił „baranka”. Szybki chwyt za kark i kot w transporterze. Wcześniej nikt go nie mógł złapać, bo gryzł i drapał…

Kotek wylądował w hoteliku Kotyliona pod opieką Ewy. Okazał się być całkowicie oswojonym kocurkiem, przeraźliwie chudym pod czarnym, niemiłosiernie brudnym futerkiem, kichającym i rzucającym się wręcz na jedzenie. Dostał wreszcie coś własnego – imię Bambo i po południu trafił do weterynarza.

Jedno oko w miarę ok, ale w drugim zrosty trzeciej powieki z rogówką.
Koszmarne nadżerki w gardle widoczne nawet dla laika. Musi go to bardzo boleć, bo gdy dostał od lekarza kilka chrupek rzucił się na nie, a za chwilę wydał z siebie przeraźliwy krzyk. Nie płacz, nie miauk tylko właśnie krzyk bólu.
W uszach o dziwo, przynajmniej na razie, nie widać świerzbu, za to na uszach jest grzyb  :(
W nosie świszczy i chlupie, w futerku pchle odchody – generalnie obraz nędzy i rozpaczy.
Na oko góra 4-miesięczny kotek po zębach został określony przez lekarza na 6 – 7 miesięcy, waży 1,8 kg. W okresie kiedy powinien rosnąć pewnie głodował, teraz nie mógł jeść przez ból gardła. Czy to nadrobi w dobrych warunkach? Nie wiemy, być może zostanie mikrokotkiem.

Wiemy jedno: gdyby został na podwórku gdzie jego jedynym schronieniem był karton owinięty w worek na śmieci, nie pożyłby już zbyt długo. Teraz najważniejsze jest by wyzdrowiał, a potem znalazł nowy dom, bo na dwór już nie wróci.

I jak zawsze musimy prosić Państwa o wsparcie finansowe. My zapewnimy mu miejsce, opiekę weterynaryjną i poszukamy domu, ale bez funduszy niewiele zdziałamy. Bambo jest w tej chwili 44 kotem pod opieką Kotyliona.

Bardzo gorąco prosimy o wpłaty na nasze konto:

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa
tytułem: Darowizna Bambo

Zachęcamy również do licytacji wirtualnych KOTYlionków za pośrednictwem portalu Charytatywni.allegro: http://charytatywni.allegro.pl/listing?query=bambo%20z%20podw%C3%B3rka&scope=all

Każda złotówka jest ważna, żadna kwota nie jest za mała by wspomóc tego kociaka w jego walce o zdrowie i prawdziwy dom.