Podwórko ze Spornej – Szef [*] – nie tak miało być.

Aktualizacja 09.02.2018

Wczoraj otrzymaliśmy bardzo smutna wiadomość.

Szef odszedł za Tęczowy Most.

Pan doktor, który się nim opiekował i zdążył się z nim zakolegować po przyjściu do pracy zastał kocurka nieżywego.

Jak była przyczyna? bez sekcji się nie dowiemy, a na sekcje opiekunowie kota się nie zdecydowali. Mogło być wszystko – ogólne zakażenie organizmu, ostra niewydolność nerek, zator i sto innych. Szef nie był młodzieniaszkiem,  raczej nastolatkiem co i tak jest pięknym wiekiem dla kota wolno żyjącego.

W ostatnich dniach miał ciepło i sucho, był ktoś kto pogłaskał i powiedział dobre słowo. Przynajmniej nie cierpiał nie wiadomo jak długo nie zamarzł gdzieś w krzakach. Noce były ostatnio bardzo zimne.

 

Dołączyłeś Szefie do części swojego stada, tam gdzie nic już nie boli.

 

Wszystkim, którzy wpłacili jakiś grosz na leczenie tego kocura, lub chociaż poświęcili chwilę by poznać jego historię – DZIĘKUJEMY

MG_6020

 

Aktualizacja 03.02.2018
Po raz kolejny Małgosia ratowała zdrowie, a może życie podwórkowego Szefa. Tak to było:
„Nasz podwórkowy Szef przyszedł dziś rano z wielką dziurą na policzku, sierść z zaschniętą krwią, cieknące oko i coś z ucha też się lało. Zanim poszłam po kontener, raczył przejść za płot na teren jednostki wojskowej i położył się tuż przy murku, ale po drugiej stronie płotu. Namowy nic nie dały, więc poszłam naokoło do bramy wejściowej. Na szczęście w dyżurce wykazano duże zrozumienie dla sprawy, poza tym jeden z Panów Ochroniarzy okazał się być sąsiadem z drugiego bloku. Podstawiłam dziadowi kontener pod nos, wepchnęłam tylnią częścią kota przy użyciu pewnej siły, bo chciał się wyrwać i zaniosłam do lecznicy.
Tam z kontenera został „przepchnięty” do małej klatki. Tam dostał narkozę.
Okazało się, że: rana jest ewidentnie po pogryzieniu – nie wiadomo, czy przez psa, czy innego kota. Ma na wylot przegryziony policzek i trochę też skórę na szyi. Doktor stwierdził, że wygląda jak po bliskim spotkaniu z dziurkaczem biurkowym. Futerko zostało wokół rany ogolone, skóra oczyszczona. Rana jest na wylot, więc został założony sączek, było płukanie antybiotykiem, antybiotyk w zastrzyku też. Doktor wyrwał też kła, który chwiał się na wszystkie strony. Oko i ucho przemyte, ale to nie miało związku z pogryzieniem. Raczej rozmazana ropa z rany. Strasznie to śmierdziało Został też odpchlony”

Na razie Szef zostanie do poniedziałku w lecznicy. Co dalej to się okaże w zależności od kociego samopoczucia.

Będziemy bardzo wdzięczni za finansowe wsparcie tego weterana podwórkowych walk

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa

Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT PPABPLPKXXX
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
tytułem: darowizna dla Szefa

PayPal: kotylion.pl@gmail.com

Pomóc można również przez portal pomagam.pl https://pomagam.pl/szef

przekazbanerek

Za każdy datek dziękujemy z całego serca

* środki niewykorzystane zostaną przeznaczone na cele statutowe Fundacji i pomogą innym kotom w potrzebie.

Aktualizacja 20.11.2015

Wczoraj Szef  wrócił na swoje podwórko.

Po otwarciu transporterka nie do końca majestatycznie oddalił się „w teren” i tyle go widziałyśmy.

Nie minęły jednak  dwie godziny gdy Małgosia, jego opiekunka, zadzwoniła z wieściami: „Wrócił, zjadł drugie śniadanie i siedzą sobie z Mamuśką (kotką, z którą mieszkają na podwórku)”.

Czyli wszystko ok, Szef nie obraził się na nikogo za przymusowe więzienie.

 

Pyszczek wygoił mu się koncertowo, pan doktor na poniedziałkowej wizycie kontrolnej był bardzo zadowolony z efektów kuracji. I my też, bo w sumie 2 tygodnie opieki i leczenia najprawdopodobniej uratowały kocie życie. Stan zębów i dziąseł doprowadziłby do śmierci głodowej kocura lub ogólnego zakażenia organizmu.

 

Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy wsparli nas finansowo. Jak zwykle bez Państwa nic by się nie dało zrobić.

 

I jeszcze kilka zdjęć z hoteliku:

_MG_6018 _MG_6019 _MG_6020

Aktualizacja 11.11.2015

Szef już po zabiegu. Mimo wieku (weterynarz ocenia go na ok. 10 lat) bardzo dobrze zniósł go fizycznie, szybko i bez problemów wybudził się z narkozy.
Natomiast psychicznie czuje się w klatce źle. Nie bardzo chce jeść – stąd „szwedzki stół” widoczny na zdjęciach. Dostał też przezwisko „Foch” bo na widok Ewy albo odwraca się tyłem, albo w ogóle nie reaguje.
Musi jednak jeszcze posiedzieć u nas kilka dni, bo nie wypuścimy go z takimi „rozpapranymi” dziąsłami, poza tym musi wybrać całą serię antybiotyku.
W mordce faktycznie była tragedia. 5 lub 6 zębów zostało usuniętych, były też wyciągane korzenie zębów, które wcześniej się połamały. Miejscami była nawet odsłonięta okostna. Zabieg, który miał być w sumie krótki i prosty przekształcił się w całkiem sporą operację.

Bardzo nas cieszy zainteresowanie pań, które dbają o koty koło przychodni na Spornej. Gdy którykolwiek z ich podopiecznych trafia do nas na leczenie zawsze dopytują o jego losy i dokładają się finansowo do leczenia.
Nie jest to zbyt popularna postawa …

IMG_1982 _MG_6004 _MG_6006 IMG_1981

W niedzielne przedpołudnie „na sygnale” przyjechał do nas kocur ze Spornej. Szef, kiedyś wielki zabijaka, a  po kastracji wielki łasuch.
Małgosia, która współopiekuje się kotami na podwórku, już nie pierwszy raz zaalarmowała nas, że dzieje się coś złego. Faktycznie kocur wyglądał źle – język na wierzchu, koszmarnie uśliniony na pyszczku i łapach. Nie chciał, a raczej jak się okazało, nie mógł nic zjeść.

Kot błyskawicznie trafił do lekarza, okazało się, że w pyszczku katastrofa – na zębach jeden wielki kamień, stan zapalny + ropień. W ramach pierwszej pomocy dostał osłonę antybiotykową oraz leki przeciwbólowe i przeciwzapalne i trafił do hoteliku pod opiekę Ewy

Dziś już jest nieco lepiej, znaczy leki zaczęły działać. Szefuńcio z własnej inicjatywy zjadł trochę musu i wypił miseczkę wody. Dziś wieczorem lub jutro rano doktor zrobi porządek w pyszczku uwalniając kota od bólu.

Chcemy tutaj bardzo podziękować weterynarzowi Jarkowi Wardęszkiewiczowi za przyjęcie Szefa w niedzielę po pracy i udzielenie mu pomocy.

I jak zwykle prosimy Państwa o pomoc finansową, bo bez niej nic nie zdziałamy.

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
w tytule wpisując: darowizna Szef

Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT GOPZPLPW
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
PayPal: kotylion.pl@gmail.com

IMG_1974 IMG_1970 IMG_1971 IMG_1972



KOTYlion – z miłości do kotów

Strona powstała z miłości do kotów i z potrzeby niesienia im pomocy.

Jesteśmy grupą ludzi, których połączył jeden cel - pomoc kotom porzuconym, niechcianym, niczyim.

Jesteśmy z Łodzi i pomagamy przede wszystkim łódzkim kotom.

Grupa Kotylion znajduje się pod opieką Fundacji Viva! Jesteśmy formalną grupą, działająca na rzecz pomocy kotom, tworzącą domy tymczasowe, pomagającą kotom wolno żyjącym i przebywającym w Łódzkim Schronisku dla Zwierząt oraz sterylizującą koty wolno żyjące.

Jeśli chcesz wesprzeć nasze działania możesz dokonać wpłaty darowizny na nasze subktonto w Fundacji Viva!, z którego wszystkie zebrane środki są przeznaczane na pomoc naszym podopiecznym. Grupa KOTYlion, jako projekt Fundacji Viva! posiada status organizacji pożytku publicznego, zatem każda wpłata na nasze konto może być odliczona od podatku.

95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 39
03-772 Warszawa
KRS 0000135274
NIP: 525-21-91-290
Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT PPABPLPKXXX
IBAN: PL95 2030 0045 1110 0000 0255 4830
PayPal:
kotylion.pl@gmail.com